System emerytalny i "druga Japonia"

29.01.2012 13:30  Emerytury
System emerytalny i "druga Japonia"

Czy system emerytalny ma wpływ na liczbę Polaków, na dzietność nad Wisłą? Być może w jakiejś mierze tak. Jednak problem systemu emerytalnego, jego działania i planów co z nim zrobić jest dużo poważniejszy.

Przyrost naturalny odegrał główną rolę we wzroście liczby ludności Polskiej w całym okresie powojennym, choć ulegał znacznym wahaniom. Zakończenie wojny wiązało się z normalizacją życia, stabilizacją i wzrostem liczby zawieranych małżeństw. Przyrost naturalny zaczął stopniowo wzrastać - tzw. przyrost kompensacyjny. W roku 1946 osiągnął on 16%, a w połowie lat pięćdziesiątych odnotowano najwyższe jego wartości – 19, 5%, czyli był to okres znacznego wyżu demograficznego. W 1956 roku wprowadzono ustawę dopuszczającą aborcję i wprowadzono politykę wzrostu aktywności zawodowej kobiet. Spowodowało to, że na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych odnotowano niższy przyrost naturalny – ok. 8, 2%. Lata siedemdziesiąte przyniosły ponowny wzrost przyrostu naturalnego. Powód? W wiek zawierania związków małżeńskich weszły roczniki wyżu demograficznego lat pięćdziesiątych - tzw. echo wyżu powojennego. Najwyższe wartości odnotowano w połowie lat siedemdziesiątych, bo ponad 10%.

Jeszcze przez kilka lat przyrost naturalny utrzymywał się na dość wysokim poziomie. Jednak od połowy lat osiemdziesiątych nastąpił wyraźny spadek. W 1998 roku odnotowano bardzo niski przyrost naturalny – zaledwie 0, 5%, przy czym był on znacznie niższy w miastach niż na wsi (w mieście 0, 2%, na wsi 1, 7%). W 1999 roku przyrost naturalny osiągnął poziom zerowy. Młode społeczeństwo chcąc uniknąć syndromu ubogich, wielodzietnych rodzin, większy nacisk kładło na własne wykształcenie, ograniczając liczbę zawieranych małżeństw i liczbę posiadanych dzieci. Coraz mniej małżeństw zawieranych jest na wsi - młodzi ludzie wyruszają do dużych miast w poszukiwaniu wykształcenia i pracy.

Masz dzieci to płać

Polska nie jest przyjaznym krajem dla małżeństw, które chcą tworzyć pełne rodziny. Żaden z dotychczasowych rządów nie miał pomysłu na problemy demograficzne. Wiele gabinetów wprowadzało dziwne „nowości”, jednak w efekcie bardziej one szkodziły, niż pomagały.

Wicepremier Giertych chciał walczyć z problemami demograficznymi wprowadzając „becikowe”, co było bardzo nietrafionym pomysłem. Skończyło się niepotrzebnym wspomaganiem zamożnych i pewnym pustoszeniem państwowej kasy. W żaden sposób nie mogło zachęcić do powiększania rodzin. Natomiast za czasów rządów premiera Donalda Tuska podatkiem od luksusu stał się podatek od ubrań dla maluchów, a dobrem luksusowym stały się książki czy wyprawki. To nonsens, żeby VAT na ubranka niemowlęce wzrósł z 7 do 23 %. Tak, to unijne regulacje, ale podcinanie na własne życzenie i tak kruchej gałęzi...

Główny wróg – system emerytalny

Polacy są starzejącym się społeczeństwem. Można to zauważyć patrząc na statystyki ile osób niepracujących pozostaje na utrzymaniu pracujących. Obecnie możemy szacować, że ok. 3,3 osób pracuje na jednego emeryta. Za 40 lat będzie to 0,9 osoby.

W Japonii kryzys na giełdzie tokijskiej w połączeniu z kryzysem na rynku nieruchomości oraz strukturą starzejącego się społeczeństwa spowodował, że tendencja spadku gospodarki utrzymywała się przez wiele lat. Jeżeli rząd szybko, a zarazem w przemyślany sposób nie rozwiąże tego problemu, to obawiam się, że zapowiedzi prezydenta Lecha Wałęsy o drugiej Japonii w aspekcie długoletnich problemów demograficzno-gospodarczych mogą się sprawdzić.

Niektórzy twierdzą, że wadliwy, obowiązkowy system ubezpieczeń emerytalnych jest główną przyczyną polskich problemów demograficznych. Jeżeli ubezpieczenia byłyby dla mnie korzystne, to sam bym się ubezpieczył, więc jeżeli są obowiązkowe to znaczy, że nie są dla mnie korzystne. Olbrzymią część dochodów pochłania obowiązkowa składka emerytalna i nie każdego stać już na utrzymanie dziecka. Dodatkowo cały system jest nieprzewidywalny.

Czy ktoś z własnej nieprzymuszonej woli zawarłby umowę, która brzmiałaby mniej więcej tak: „Będziesz mi płacił tysiąc złotych miesięcznie, a w zamian za to, jak dożyjesz do pewnego wieku (bez podawania szczegółów), to dostaniesz coś”? Otóż tak mniej więcej brzmi umowa emerytalna. Nie jest powiedziane, w jakim wieku dostanie się emeryturę. Wiek emerytalny można obniżyć, jak i podwyższyć. Nie wiemy, jakiej wysokości będą emerytury. Przez cały okres pracy obowiązkowo płacimy składki emerytalne, a po osiągnięciu pewnego wieku, jak państwo będzie miało pieniądze, to zaczniemy otrzymywać emerytury, a jak nie będzie miało, to odwróci kieszenie na lewą stronę i...

W tej chwili nasze państwo bankrutuje, dług publiczny wzrasta w piorunującym tempie, dlatego rząd chce podwyższyć wiek emerytalny. Chodzi o to, aby wypłacać jak najmniej emerytur, bo wszak wiadomo, że im człowiek starszy, tym krócej będzie pobierał emeryturę, a tym dłużej odprowadzał składki. Wydaje się, że kompletnie bezprawne jest podwyższanie wieku emerytalnego, bo jest to zmiana umowy społecznej, a nie można zmieniać żadnej umowy bez zgody obu stron.
Polski system emerytalny jest odgórnie niesprawiedliwy i niesamowicie marnotrawny. Samo zastanawianie się, komu zabrać, a komu dać jest niedopuszczalne. To jest działanie Janosika – czy na tego napaść i dać temu, czy odwrotnie.

Kiedy wprowadzano „dobrowolny” filar ubezpieczeń, to powiedziano, że zgromadzone pieniądze będą własnością ubezpieczającego się. Kiedy jednak bliżej przyjrzymy się naszemu systemowi emerytalnemu, to zauważymy, że nie do końca tak jest.

Łukasz Ziaja


  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl twitter.com


finanse_osobiste