Czy Polskę stać na utratę inwestorów?

04.02.2013 16:23  Energetyka
Czy Polskę stać na utratę inwestorów?
Wiele osób najwyraźniej uważa, że tak. Niestety w tej grupie są również decydenci, bo jak inaczej wytłumaczyć opieszałość w stanowieniu prawa dotyczącego odnawialnych źródeł energii. Nie pomogły groźby, kary, nawet powództwo Europejskiego Trybunału.

Ustawa nadal nie jest gotowa, a firmy które chciały zainwestować w Polsce wycofują się. Z każdym kolejnym miesiącem tracimy szansę na inwestycje, na nowe miejsca pracy i zarobek dla najbiedniejszych gmin.

Co stoi na przeszkodzie realizacji inwestycji w odnawialne źródła energii?
 
Mimo iż wdrażane są alternatywne sposoby pozyskiwania energii, chociażby takie jak energia atomowa czy wykorzystanie gazu łupkowego, minie wiele lat zanim będziemy mogli czerpać z nich na szeroką skalę. Kolejnym problemem są kontrowersje społeczne jakie zazwyczaj towarzyszą wielkim zmianom. Potencjalnie każda inwestycja może spotkać się z oporem obywateli, ponieważ zmiany są u nas kojarzone źle. Nawet sprawdzone w innych krajach rozwiązania stosowane przy realizacji inwestycji w odnawialne źródła energii budzą lęk społeczny. A jak powszechnie wiadomo - w Polsce, bez presji społecznej - ustawy mogą być tworzone latami. Tak więc stoimy w rozkroku inwestycyjnym, jedną nogą w OZE a drugą na węglu. 
 
Wiatraki to efekt stroboskopowy, biogazownie to smród, fotowoltaika – jest nieopłacalna. Z takimi stwierdzeniami spotykają się inwestorzy w Polsce. Skąd się to bierze? Najczęściej z lęku, niewiedzy. W Polsce nie została przeprowadzona żadna rządowa kampania edukacyjna dotycząca odnawialnych źródeł energii. Inwestorzy zostawieni są bez żadnego wsparcia, zupełnie tak jakby decydentów w Polsce nie obchodziła energia z odnawialnych źródeł energii. Co najmniej dziwne, ponieważ na świecie tendencja jest zupełnie odwrotna.
 
Inwestorzy potrafią skutecznie edukować społeczeństwo, spotkałam się z kilkoma świetnie przeprowadzonymi kampaniami edukacyjnymi, ich znaczenie okazuje się jednak bardzo lokalne. Podjętych działań wystarczyło na wybudowania w Polsce kilku farm wiatrowych, biogazowni i elektrowni wodnych. Najwięcej socjologicznych barier do przebycia mają inwestorzy wiatrowi. Prawdopodobnie dlatego, że farmy wiatrowe oddziałują na większe terytorium, a ich realizacja jest możliwa tylko po uzyskaniu zgody od wszystkich właścicieli gruntów. Używam trybu przypuszczającego, ponieważ jeszcze nikt nie pokusił się o zbadanie tego zagadnienia. Jedyne wiarygodne dane dotyczące akceptacji społecznej inwestycji w odnawialne źródła energii pochodzą od niezależnych stowarzyszeń zrzeszających przedstawicieli inwestorów.
 
Jednym z ciekawszych jest badanie zlecone przez Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej w 2010 r. z którego wynika, że 85% badanych popiera energię z odnawialnych źródeł energii.
 

Źródło: Badania dot. akceptacji społecznej dla inwestycji OZE przeprowadzono na zlecenie PSEW w 2010 roku na terenie całej Polski
 
Można by odnieść wrażenie, że jest to nadzwyczaj dobra sytuacji do wdrożenia inwestycji. Sytuacja jednak zmienia się diametralnie w momencie przeprowadzenia analizy lokalnej. Na początku najwięcej osób deklaruje neutralne nastawienie do inwestycji (55-85 %)* a negatywne tylko 3-12%*. Wyniki sondażu ulegają jednak całkowitej zmianie pod wpływem agitacyjnych działań przeciwników w trakcie już prowadzonych realizacji. Wtedy to liczba negatywnie nastawionych do inwestycji osób może wzrosnąć nawet do 90%*. 
 
Skąd bierze się tak szybki wzrost negatywnego nastawienia? Najczęściej jest on wynikiem błędów komunikacyjnych oraz negocjacyjnych inwestora. Niestety inwestorzy rzadko kiedy posiadają odpowiednią wiedzę dotyczącą uwarunkowań lokalnych, historycznych czy nawet politycznych na terenie inwestycyjnym. Również poziom wiedzy wśród lokalnych mieszkańców na temat inwestycji jest najczęściej znikomy, tym samym potencjalni przeciwnicy mają szerokie pole do popisu. Wyciągają kwestie zdrowotne, uciążliwości logistyczne, brak gwarancji zatrudnienia etc. Ich głos jest istotny, ponieważ nie mają przeciwwagi w postaci komunikacji merytoryczno – edukacyjnej.
 
Konsekwencją tego bywają referenda lokalne, które w naszym systemie prawnym mają moc wiążąca, tym samym mogą one doprowadzić do przerwania realizacji inwestycji. W Polsce zdarzały się nawet przypadki przerwania inwestycji nawet po otrzymaniu zezwolenia na budowę.
 
Skoro żyjemy w państwie obywatelskim i skoro po drodze jest nam z akcjami protestacyjnymi, warto byłoby przekuć tę energię w zjawisko pozytywne. Dlaczego by nie oprotestować opieszałości władz względem ustawy o odnawialnych źródłach energii? Bez wprowadzenie ustawy ciężko będzie popularyzować i zachęcać inwestorów do nowych przedsięwzięć w ramach OZE. Tymczasem apeluję również do inwestorów o przemyślane działania; społeczne zaufanie trudno jest pozyskać, ale łatwo stracić. Dobrze przeprowadzona kampania komunikacyjna może stać się kluczowa dla sukcesu inwestycji. 

Ada Konczalska
Account Director
Glaubicz Garwolińska Consultants
e-mail: a.konczalska@glaubicz.pl
 

kk
 

Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, już teraz możesz zapisać się do naszego newslettera:

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl twitter.com


Komentarze

  

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

biznes