Wzrost świadomości finansowej Polaków, a zainteresowanie oszczędzaniem i inwestowaniem

16.10.2018 09:38  Finanse Osobiste
Wzrost świadomości finansowej Polaków, a zainteresowanie oszczędzaniem i inwestowaniem
Nad wzrostem świadomości finansowej Polaków należy mocno popracować. Bez wzrostu tej świadomości, zainteresowanie oszczędzaniem i inwestowaniem będzie nadal na bardzo niskim poziomie.

I bardzo dobrze. Dlaczego? Bo w Polsce obecnie nie ma prawie w ogóle sensownych i mądrych narzędzi do kumulacji kapitału i oszczędzania na przyszłość. Dlatego w pewnym sensie to dobrze, że zainteresowanie inwestowaniem jest na niskim poziomie bo gdyby to zainteresowanie było na wysokim poziomie – szkoda byłoby tych środków. Byłby to tylko transfer bogactwa od ludzi do instytucji zarządzania aktywami. A nie o to chodzi. Tu ani Ci pierwsi ani gospodarka nie osiągnęłyby żadnych korzyści w długim terminie.
 
Obecnie struktura oszczędności Polaków wygląda tak, że miażdżąca większość jest w formie zwykłych depozytów bankowych. A ta część, która jest w sektorze funduszy inwestycyjnych koncentruje się głównie wokół inwestycji obligacyjnych. Poniekąd to dobrze ale trochę przez przypadek.
 
Podstawową przyczyną takiej, defensywnej struktury oszczędności Polaków jest niskie zaufanie do branży inwestycyjnej i produktów inwestycyjnych. Zaufanie to zostało nadszarpnięte poprzez kryzys 2007-2009 i trwa z mniejszym natężeniem do dzisiaj. Efekt? Jedynie 4-7% oszczędności Polaków jest lokowanych w produktach akcyjnych, a ponad 70% aktywów lokowanych jest w formie depozytów i gotówki w banku. Oczywiście powodów takiego stanu rzeczy jest wiele (też i dekoniunktura w Polsce na rynku akcji,) ale jednak pamiętajmy, że przed kryzysem udział produktów akcyjnych w strukturze oszczędności wynosił około 20%.
 
Podczas kryzysu 2007-2008 ludzie odczuli namacalnie, że system finansowy mający pomagać im w inwestowaniu jest po drugiej stronie barykady jeśli chodzi o interes. Dlaczego? Bo jest oparty na sprzedaży produktów. A to nie służy klientowi.
Jak można zmienić wzrost świadomości finansowej? Tylko i wyłącznie poprzez system edukacji. Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie przecież tradycja inwestowania i oszczędzania jest na zupełnie innym poziomie niż u nas, mówi się coraz częściej o potrzebie zwiększonej edukacji finansowej.

Jednym z propagatorów tej idei jest noblista Robert Schiller. A pamiętajmy, że poziom edukacji finansowej w USA w porównaniu do naszej to jak gimnazjum do zerówki. Kto ma wziąć na siebie ten ciężar? Niestety państwo. Inaczej się nie da. Instytucje finansowe tego nie zrobią, bo tym samym będą podcinać gałąź, na której siedzą. Wprowadźmy do szkół od podstawówki choćby jedną godzinę w tygodniu podstaw matematyki finansowej, liczenia procentów, a potem „gier inwestycyjnych” i wiele innych pomysłów. Uczmy dzieci o procencie składanym, o tym jakie stopy zwrotu są możliwe do uzyskania na poszczególnych klasach aktywów (typu obligacje, akcje itp.). To naprawdę jest w gruncie rzeczy bardzo proste i nie wymaga zdolności matematycznych. To nawet może być ciekawe…
 
Na horyzoncie widać dwie jaskółki, które mogą zacząć zmieniać oblicze polskiego rynku kapitałowego dla oszczędzających.
Jedną jest wprowadzanie w Polsce funduszy indeksowych. To są fundusze, które replikują indeksy giełdowe i są bardzo, bardzo tanie. Takie rozwiązania funkcjonują na świecie od dziesięcioleci, a dopiero w tym roku jedno z towarzystw inwestycyjnych wprowadziło podobne rozwiązanie. Za kilka lat, niezależnie od koniunktury, te fundusze będą w czołówce jeśli chodzi o wynik inwestycyjny. Głównie dlatego, że są tanie. I będą wygrywać z molochami pobierającymi 3-4% rocznie za zarządzanie.
 
Drugą jaskółką jest Pracowniczy Program Kapitałowy. W założeniach na dziś, będzie to program bardzo tani, dający wybór i powszechny. Ma szansę zrewolucjonizować sposób oszczędzania i inwestowania przez Polaków. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że będzie  zmuszał do dokonywania wyborów (wybór funduszu, wybór wielkości składki itd.), a dokonywanie wyborów to ćwiczenie praktyczne.

Żeby wykonać ćwiczenie praktyczne trzeba się trochę poedukować (chyba, że ktoś rzuci kostką po prostu). Po drugie będzie to program tani dla oszczędzających (w przeciwieństwie do horrendalnie drogiego OFE), a to będzie skutkowało tym, że fundusze w ramach PPK będą wygrywać wynikami z obecnie istniejącymi funduszami. To da wszystkim do myślenia, a jak już dojdzie to do szerszej świadomości, ta sytuacja wymusi na TFI obniżkę opłat. A po trzecie, PPK to program, który będzie ożywiał polską giełdę, bardzo popadającą w marazm. Ożywienie giełdy to wzrost zainteresowania giełdą, więcej informacji, moda,  nowe emisje akcji, ciekawe możliwości inwestycyjne, a na końcu szansa na zysk. A zysk inwestycyjny przyciąga kapitał jak mało co.

Rafał Lorek
Partner w Lorek Pawlak Family Office

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl twitter.com

Komentarze

  

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

finanse_osobiste