Cecha charakterystyczna handlu międzynarodowego polega na tym, że odbywa się on wewnątrz międzynarodowych korporacji. Przedsiębiorstwa te wykazują duże zainteresowanie utrzymaniem wolnego handlu, dlatego też opowiadają się przeciwko wymienionych restrykcjom.
Pytanie tylko, jak długo będą w stanie utrzymać polityków w ryzach, bo obecnie Amerykanie myślą o następnych planach stymulacyjnych gospodarkę, co zaś mogłoby doprowadzić do nowej wojny walutowej, a potem handlowej. Wojna ta może mieć duże konsekwencje dla polskiej gospodarki, co ilustruje między innymi przykład Brazylii, ale także rosnącego dziś kursu franka szwajcarskiego. Od rozpoczęcia kryzysu finansowego trwa na rynkach walutowych wojna, którą w Polsce odczuwamy między innymi poprzez silne wahania kursów najważniejszych walut na świecie.
Według Financial Times Deutschland, brytyjski minister finansów Guido Mantega był pierwszym politykiem, który wypowiedział słowo „wojna walutowa”. Jednakże, jeżeli chce się zrozumieć dyskusje o wojnie walutowej i o aktualnej polityce kursowej państw, nie wolno patrzeć tylko na największych graczy na rynku – Stany Zjednoczone i Chiny, lecz należy do analiz włączyć także pozycje mniejszych krajów pod względem gospodarczym, takich jak Brazylia, a co rzadko się czyni w praktyce.
Analiza względnej konkurencyjności na podstawie Indeksu Big Maca
Analizując aktualny indeks Big Maca z lipca 2010 r., który co roku sporządza tygodnik „The Economist” i często wykorzystywany jest przez ekonomistów, powstaje następujący obraz rynku walutowego: w Chinach Big Mac kosztuje dziś 13,2 juana, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych 3,73 dol. Następnie, biorąc pod uwagę aktualny kurs wymiany w wysokości 6,78 juan/dol., Big Mac w Chinach kosztuje tylko 1,95 dol. Naturalnie, można stwierdzić, że Big Mac nie jest przecież towarem handlowym. W związku z tym nikt na ulicach Nowego Jorku przecież nie kupi zimnego Big Maca, którego wyprodukowano w Chinach, a następnie przetransportowanego do USA.
W cenę amerykańskiego i chińskiego Big Maca wliczana jest jednak cena pracy, kapitału i ziemi w każdym z tych państw. Dzieje się tak, gdyż w restauracjach McDonald’s zatrudnieni są pracownicy, którym wypłacane jest wynagrodzenie. Budynek McDonald’s stoi na ziemi, którą trzeba było nabyć, a do produkcji frytek wymagana jest frytownica. Cena Big Maca może zatem być interpretowana jako zbiorczy indeks cenowy i stad też nazwa „indeks Big Mac” oraz jego popularność.
Można zatem dojść do wniosku, że jeżeli Chiny są konkurencyjne w przypadku Big Maca, to będą także prawdopodobnie konkurencyjne w przypadku wielu innych produktów. Konkurencyjność przejawia się w ogromnej nadwyżce bilansu handlowego między obydwoma państwami. Od lat Stany Zjednoczone wykazują deficyt na rachunku bieżącym, co oznacza, iż Amerykanie eksportują mniej dóbr i usług niż importują z Chin.
Chińskie towary i usługi są w dużym stopniu opłacone za pośrednictwem amerykański obligacji rządowych, które są nabywane za środki uzyskane z ich sprzedaży przez chiński rząd. W konsekwencji Amerykanie, nabywając dobra i usługi, coraz bardziej zadłużają się w stosunku do Chin, ale także wobec reszty świata. Chińczycy natomiast trzymają amerykańskie obligacje w sejfach swojego banku centralnego i ich wartość z dnia na dzień rośnie w następstwie deficytu handlowego z Amerykanami.
Stąd też często pojawia się pytanie, ile powinien wynosić zrównoważony („sprawiedliwy”) poziom kursu wymiany między walutą amerykańską i chińską? W przypadku, gdyby kurs walutowy wynosił 13,2 juan/dol., ceny chińskiego i amerykańskiego Big Maca były równe i na rynku panowałby parytet siły nabywczej. Oznacza to, że chiński juan jest zaniżony w stosunku do amerykańskiego dolara o około 48 proc. ((3,54 – 6,78)/6,78 = -48 proc.). Odnosząc te obliczenia do aktualnego kursu walutowego w wysokości 6,78 juan/dol., zrównoważony kurs parytetu siły nabywczej w wysokości 3,54 juan/dol. wykazuje, że chińska waluta musi się silnie wzmocnić w przyszłości. Warto wskazać, że juan umacniał się już od 2005 r., lecz trend ten został zatrzymany przez chiński rząd w następstwie upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers w roku 2008.
Wpływ Quantitative Easing II na stosunki USA – Chiny
Ogłoszenie przez amerykański bank centralny planu nabycia papierów wartościowych, w celu rozszerzenia bazy monetarnej o kolejne 600 mld dol., spowodowało negatywną reakcję ze strony Chin. Już w przeszłości dewaluacja dolara, która miała poprawić konkurencyjność amerykańskiej gospodarki, prowadziła do konfliktów między państwami. Warto jednak zwrócić uwagę, że w następstwie działań amerykańskiego banku centralnego nastąpiła oczekiwana dewaluacja dolara, ale w stosunku do euro. Natomiast kurs dolara w stosunku do juana nie uległ zmianie.
W związku z powyższym można się zastanawiać, dlaczego chiński rząd był tak negatywnie nastawiony do planu amerykańskiego banku centralnego. Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy spojrzeć na długofalowy efekt stymulacji monetarnej: wzrost bazy monetarnej przy stałej cenie mnożnika będzie prowadzić do wzrostu podaży pieniądza. Zakładając stałą prędkość pieniądza, efekt stymulacji monetarnej prowadzi w perspektywie średniookresowej (najpóźniej po ożywieniu gospodarczym w Stanach Zjednoczonych) do wzrostu cen (model AS/AD, neutralność pieniądza, klasyczna dychotomia). Oznacza to, że w następstwie planu wdrożonego przez bank centralny należy oczekiwać w przyszłości wzrostu inflacji w Stanach Zjednoczonych. Co to oznacza dla chińskiego rządu?
Po pierwsze, chiński rząd posiada dużą liczbę amerykańskich obligacji rządowych, które są denominowane w dolarach amerykańskich. Przy cenie 1 dol. za batona czekoladowego, Chińczycy otrzymają 100 takich batonów za obligacje w wysokości 100 dol. Jednak przy cenie 2 dol. za batona Chińczycy dostaną już tylko 50 takich batonów. Inflacja sprawia zatem, że wartość papierów wartościowych, posiadanych przez chiński rząd, maleje w rzeczywistych jednostkach dóbr.
Po drugie, przy stałym kursie walut problemem staje się również kwestia zaimportowanej inflacji: ze wzgledu na sztywny kurs Chińczycy muszą kupić dolary na rynku walutowym, aby wzrosły ich rezerwy w dolarach. Oznacza to także, że przynajmniej w pierwszym etapie wzrośnie się podaż chińskiego pieniądza w obiegu, która zaś może spowodować tendencję inflacyjną w Chinach. Jednym ze sposobów zapobiegania ekspansji pieniądza jest neutralizacja za pomocą krajowych komponentów podaży pieniądza – chiński bank centralny, aby zebrać dodatkowe pieniądze musiałby, w ramach otwartego rynku, sprzedać chińskie obligacje.
W takim wypadku nasuwa się pytanie, czy Chińczycy są tylko źli na Stany Zjednoczone, czy może bardzo źli? Należy uznać, że są bardzo źli, co ilustruje między innymi fakt, że chińska agencja ratingowa tuż przed szczytem G20 w listopadzie 2010 r. obniżyła rating amerykańskich papierów skarbowych z AA na A+. Biorąc pod uwagę, że Chiny siedzą na szczycie góry amerykańskich papierów wartościowych, strzelają sobie tym samym w stopę. Tak więc należy uznać, iż Chiny są szczególnie źli i dali tego wyraz amerykańskiej administracji.
Wpływ Easing II na stosunki USA – Brazylia
Teraz popatrzymy sobie na Brazylijczyków, gdzie analizę ponownie warto rozpocząć od wniosków płynących z konkurencyjności indeks Big Maca. Zgodnie z tym indeksem brazylijski Big Mac kosztuje 8,71 brazylijskiego reala, czyli 4,91 dol.. Amerykański Big Mac natomiast kosztuje tylko 3,73 dol., tak więc brazylijska gospodarka w porównaniu z amerykańską wykazuje niższą konkurencyjność. Oznacza to, że wartość brazylijskiego reala jest o około 31 proc. zaniżona w stosunku do amerykańskiego dolara. Zaniżenie to zwiększyło się ponownie się w kilku ostatnich miesiącach. Od lipca 2010 r. do października 2010 r. wartość dolara zdewaluowała się o kolejne 5 proc. z 1,77 real/dol. na 1,69 real/dol., co negatywnie wpływało na konkurencyjność Brazylii.
Jaka była przyczyna tej dewaluacji? Także w tym przypadku należy szukać powodów w amerykańskiej polityce pieniężnej. Jednym z jej aspektów jest fakt, że obie waluty real i dolar są obecnie używane w carry trades. Transakcje te przeprowadzane są przede wszystkim w celu wykorzystania różnic w oprocentowaniu między krajami. Inwestorzy biorą kredyt o niskiej stopie procentowej w dolarach i inwestują następnie pieniądze w walutę kraju o wysokiej stopie procentowej. Różnica w oprocentowaniu pomiędzy dwiema stopami procentowymi wynosi obecnie wiecej niż 10 pkt proc. Dzięki temu rośnie popyt na brazylijskiego reala i podaż na amerykańskiego dolara, co prowadzi zaś do dewaluacji brazylijskiego reala w długim terminie.
W tym miejscu warto też krótko wspomnieć o zdolności konkurencyjnej między Chinami i Brazylią. Silny brazylijski real w stosunku do słabego dolara prowadzi oczywiście bardzo silnego reala w stosunku także do chińskiego juana. Chiński Big Mac jest zatem o 60 proc. korzystniejszy od brazylijskiego Big Maca. Oznacza to, że Chiny doprowadziły poprzez utrzymanie stałego poziomu kursu walutowego nie tylko do poprawy pozycji konkurencyjności w stosunku do USA, ale także wobec wielu innych krajów, w tym także Polski. Biorąc pod uwagę powyższe względy, zrozumiałe jest, że brazylijski polityk rozpoczął w ostatnich tygodniach publiczną debatę o wojnie walutowej. W tym kontekście należy także rozumieć wprowadzenie kontroli kapitału w Brazylii, dzięki której rząd stara się zapobiec dalszemu napływowi kapitału spekulacyjnego do tego kraju.
Wnioski i perspektywy
Oprócz wcześniej przedyskutowanych zależności, należy także spojrzeć na sytuację Szwajcarii i Japonii. Obie gospodarki próbują, poprzez interwencje na rynku walutowym, wpłynąć na obecny kurs walutowy. Kierunek interwencji jest taki sam – kupno dolarów w celu wzmocnienia dolara i osłabenia waluty krajowej. Tak interweniowało ministerstwo finansów Japonii razem z bankiem Japonii w połowie września 2010 r. z rekordową sumą 2000 mld jenów. Była to pierwsza interwencja na rynku walutowym w Japonii od roku 2004.
Istnieje zatem dużo do wygrania – jeżeli dojdzie do wyścigu o dewaluację, towarzyszyć mu będzie najprawdopodobniej wyścig z inflacją. Dalsze środki odwetowe, które mogłyby się pojawić w bezpośrednim wykorzystaniu to znane handlowe „narzędzia tortur” (taryfy celne i kontyngenty). Należy wziąć pod uwagę to, że wiele amerykańskich firm inwestujących ma wyższą wartość od wartości inwestycji bezpośrednich w Chinach. Natomiast Chińczycy istnieją również na arenie międzynarodowej w handlu. Dobrym przykładem są iPhony lub iPADy produkowane w Chinach i dostarczane do Europy, bez objazdu przez USA. Cecha charakterystyczna handlu międzynarodowego polega na tym, że odbywa się on wewnątrz międzynarodowych korporacji.
Przedsiębiorstwa te zainteresowane są utrzymaniem wolnego handlu, dlatego też opowiadają się przeciwko wyżej wymienionych restrykcjom. Pytanie tylko, jak długo będą w stanie utrzymać polityków w ryzach, bo obecnie Amerykanie myślą o następnych planach stymulujących gospodarkę, co zaś mogłoby doprowadzić do nowej wojny walutowej, a potem handlowej. Wojna taka może mieć duże konsekwencje dla polskiej gospodarki, co ilustruje między innymi przykład Brazylii, ale także rosnącego dziś kursu franka szwajcarskiego.
Absolutny parytet siły nabywczej na podstawie cen Big Mac’a w lipcu 2010 r.
Pytanie tylko, jak długo będą w stanie utrzymać polityków w ryzach, bo obecnie Amerykanie myślą o następnych planach stymulacyjnych gospodarkę, co zaś mogłoby doprowadzić do nowej wojny walutowej, a potem handlowej. Wojna ta może mieć duże konsekwencje dla polskiej gospodarki, co ilustruje między innymi przykład Brazylii, ale także rosnącego dziś kursu franka szwajcarskiego. Od rozpoczęcia kryzysu finansowego trwa na rynkach walutowych wojna, którą w Polsce odczuwamy między innymi poprzez silne wahania kursów najważniejszych walut na świecie.
Według Financial Times Deutschland, brytyjski minister finansów Guido Mantega był pierwszym politykiem, który wypowiedział słowo „wojna walutowa”. Jednakże, jeżeli chce się zrozumieć dyskusje o wojnie walutowej i o aktualnej polityce kursowej państw, nie wolno patrzeć tylko na największych graczy na rynku – Stany Zjednoczone i Chiny, lecz należy do analiz włączyć także pozycje mniejszych krajów pod względem gospodarczym, takich jak Brazylia, a co rzadko się czyni w praktyce.
Analiza względnej konkurencyjności na podstawie Indeksu Big Maca
Analizując aktualny indeks Big Maca z lipca 2010 r., który co roku sporządza tygodnik „The Economist” i często wykorzystywany jest przez ekonomistów, powstaje następujący obraz rynku walutowego: w Chinach Big Mac kosztuje dziś 13,2 juana, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych 3,73 dol. Następnie, biorąc pod uwagę aktualny kurs wymiany w wysokości 6,78 juan/dol., Big Mac w Chinach kosztuje tylko 1,95 dol. Naturalnie, można stwierdzić, że Big Mac nie jest przecież towarem handlowym. W związku z tym nikt na ulicach Nowego Jorku przecież nie kupi zimnego Big Maca, którego wyprodukowano w Chinach, a następnie przetransportowanego do USA.
W cenę amerykańskiego i chińskiego Big Maca wliczana jest jednak cena pracy, kapitału i ziemi w każdym z tych państw. Dzieje się tak, gdyż w restauracjach McDonald’s zatrudnieni są pracownicy, którym wypłacane jest wynagrodzenie. Budynek McDonald’s stoi na ziemi, którą trzeba było nabyć, a do produkcji frytek wymagana jest frytownica. Cena Big Maca może zatem być interpretowana jako zbiorczy indeks cenowy i stad też nazwa „indeks Big Mac” oraz jego popularność.
Można zatem dojść do wniosku, że jeżeli Chiny są konkurencyjne w przypadku Big Maca, to będą także prawdopodobnie konkurencyjne w przypadku wielu innych produktów. Konkurencyjność przejawia się w ogromnej nadwyżce bilansu handlowego między obydwoma państwami. Od lat Stany Zjednoczone wykazują deficyt na rachunku bieżącym, co oznacza, iż Amerykanie eksportują mniej dóbr i usług niż importują z Chin.
Chińskie towary i usługi są w dużym stopniu opłacone za pośrednictwem amerykański obligacji rządowych, które są nabywane za środki uzyskane z ich sprzedaży przez chiński rząd. W konsekwencji Amerykanie, nabywając dobra i usługi, coraz bardziej zadłużają się w stosunku do Chin, ale także wobec reszty świata. Chińczycy natomiast trzymają amerykańskie obligacje w sejfach swojego banku centralnego i ich wartość z dnia na dzień rośnie w następstwie deficytu handlowego z Amerykanami.
Stąd też często pojawia się pytanie, ile powinien wynosić zrównoważony („sprawiedliwy”) poziom kursu wymiany między walutą amerykańską i chińską? W przypadku, gdyby kurs walutowy wynosił 13,2 juan/dol., ceny chińskiego i amerykańskiego Big Maca były równe i na rynku panowałby parytet siły nabywczej. Oznacza to, że chiński juan jest zaniżony w stosunku do amerykańskiego dolara o około 48 proc. ((3,54 – 6,78)/6,78 = -48 proc.). Odnosząc te obliczenia do aktualnego kursu walutowego w wysokości 6,78 juan/dol., zrównoważony kurs parytetu siły nabywczej w wysokości 3,54 juan/dol. wykazuje, że chińska waluta musi się silnie wzmocnić w przyszłości. Warto wskazać, że juan umacniał się już od 2005 r., lecz trend ten został zatrzymany przez chiński rząd w następstwie upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers w roku 2008.
Wpływ Quantitative Easing II na stosunki USA – Chiny
Ogłoszenie przez amerykański bank centralny planu nabycia papierów wartościowych, w celu rozszerzenia bazy monetarnej o kolejne 600 mld dol., spowodowało negatywną reakcję ze strony Chin. Już w przeszłości dewaluacja dolara, która miała poprawić konkurencyjność amerykańskiej gospodarki, prowadziła do konfliktów między państwami. Warto jednak zwrócić uwagę, że w następstwie działań amerykańskiego banku centralnego nastąpiła oczekiwana dewaluacja dolara, ale w stosunku do euro. Natomiast kurs dolara w stosunku do juana nie uległ zmianie.
W związku z powyższym można się zastanawiać, dlaczego chiński rząd był tak negatywnie nastawiony do planu amerykańskiego banku centralnego. Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy spojrzeć na długofalowy efekt stymulacji monetarnej: wzrost bazy monetarnej przy stałej cenie mnożnika będzie prowadzić do wzrostu podaży pieniądza. Zakładając stałą prędkość pieniądza, efekt stymulacji monetarnej prowadzi w perspektywie średniookresowej (najpóźniej po ożywieniu gospodarczym w Stanach Zjednoczonych) do wzrostu cen (model AS/AD, neutralność pieniądza, klasyczna dychotomia). Oznacza to, że w następstwie planu wdrożonego przez bank centralny należy oczekiwać w przyszłości wzrostu inflacji w Stanach Zjednoczonych. Co to oznacza dla chińskiego rządu?
Po pierwsze, chiński rząd posiada dużą liczbę amerykańskich obligacji rządowych, które są denominowane w dolarach amerykańskich. Przy cenie 1 dol. za batona czekoladowego, Chińczycy otrzymają 100 takich batonów za obligacje w wysokości 100 dol. Jednak przy cenie 2 dol. za batona Chińczycy dostaną już tylko 50 takich batonów. Inflacja sprawia zatem, że wartość papierów wartościowych, posiadanych przez chiński rząd, maleje w rzeczywistych jednostkach dóbr.
Po drugie, przy stałym kursie walut problemem staje się również kwestia zaimportowanej inflacji: ze wzgledu na sztywny kurs Chińczycy muszą kupić dolary na rynku walutowym, aby wzrosły ich rezerwy w dolarach. Oznacza to także, że przynajmniej w pierwszym etapie wzrośnie się podaż chińskiego pieniądza w obiegu, która zaś może spowodować tendencję inflacyjną w Chinach. Jednym ze sposobów zapobiegania ekspansji pieniądza jest neutralizacja za pomocą krajowych komponentów podaży pieniądza – chiński bank centralny, aby zebrać dodatkowe pieniądze musiałby, w ramach otwartego rynku, sprzedać chińskie obligacje.
W takim wypadku nasuwa się pytanie, czy Chińczycy są tylko źli na Stany Zjednoczone, czy może bardzo źli? Należy uznać, że są bardzo źli, co ilustruje między innymi fakt, że chińska agencja ratingowa tuż przed szczytem G20 w listopadzie 2010 r. obniżyła rating amerykańskich papierów skarbowych z AA na A+. Biorąc pod uwagę, że Chiny siedzą na szczycie góry amerykańskich papierów wartościowych, strzelają sobie tym samym w stopę. Tak więc należy uznać, iż Chiny są szczególnie źli i dali tego wyraz amerykańskiej administracji.
Wpływ Easing II na stosunki USA – Brazylia
Teraz popatrzymy sobie na Brazylijczyków, gdzie analizę ponownie warto rozpocząć od wniosków płynących z konkurencyjności indeks Big Maca. Zgodnie z tym indeksem brazylijski Big Mac kosztuje 8,71 brazylijskiego reala, czyli 4,91 dol.. Amerykański Big Mac natomiast kosztuje tylko 3,73 dol., tak więc brazylijska gospodarka w porównaniu z amerykańską wykazuje niższą konkurencyjność. Oznacza to, że wartość brazylijskiego reala jest o około 31 proc. zaniżona w stosunku do amerykańskiego dolara. Zaniżenie to zwiększyło się ponownie się w kilku ostatnich miesiącach. Od lipca 2010 r. do października 2010 r. wartość dolara zdewaluowała się o kolejne 5 proc. z 1,77 real/dol. na 1,69 real/dol., co negatywnie wpływało na konkurencyjność Brazylii.
Jaka była przyczyna tej dewaluacji? Także w tym przypadku należy szukać powodów w amerykańskiej polityce pieniężnej. Jednym z jej aspektów jest fakt, że obie waluty real i dolar są obecnie używane w carry trades. Transakcje te przeprowadzane są przede wszystkim w celu wykorzystania różnic w oprocentowaniu między krajami. Inwestorzy biorą kredyt o niskiej stopie procentowej w dolarach i inwestują następnie pieniądze w walutę kraju o wysokiej stopie procentowej. Różnica w oprocentowaniu pomiędzy dwiema stopami procentowymi wynosi obecnie wiecej niż 10 pkt proc. Dzięki temu rośnie popyt na brazylijskiego reala i podaż na amerykańskiego dolara, co prowadzi zaś do dewaluacji brazylijskiego reala w długim terminie.
W tym miejscu warto też krótko wspomnieć o zdolności konkurencyjnej między Chinami i Brazylią. Silny brazylijski real w stosunku do słabego dolara prowadzi oczywiście bardzo silnego reala w stosunku także do chińskiego juana. Chiński Big Mac jest zatem o 60 proc. korzystniejszy od brazylijskiego Big Maca. Oznacza to, że Chiny doprowadziły poprzez utrzymanie stałego poziomu kursu walutowego nie tylko do poprawy pozycji konkurencyjności w stosunku do USA, ale także wobec wielu innych krajów, w tym także Polski. Biorąc pod uwagę powyższe względy, zrozumiałe jest, że brazylijski polityk rozpoczął w ostatnich tygodniach publiczną debatę o wojnie walutowej. W tym kontekście należy także rozumieć wprowadzenie kontroli kapitału w Brazylii, dzięki której rząd stara się zapobiec dalszemu napływowi kapitału spekulacyjnego do tego kraju.
Wnioski i perspektywy
Oprócz wcześniej przedyskutowanych zależności, należy także spojrzeć na sytuację Szwajcarii i Japonii. Obie gospodarki próbują, poprzez interwencje na rynku walutowym, wpłynąć na obecny kurs walutowy. Kierunek interwencji jest taki sam – kupno dolarów w celu wzmocnienia dolara i osłabenia waluty krajowej. Tak interweniowało ministerstwo finansów Japonii razem z bankiem Japonii w połowie września 2010 r. z rekordową sumą 2000 mld jenów. Była to pierwsza interwencja na rynku walutowym w Japonii od roku 2004.
Istnieje zatem dużo do wygrania – jeżeli dojdzie do wyścigu o dewaluację, towarzyszyć mu będzie najprawdopodobniej wyścig z inflacją. Dalsze środki odwetowe, które mogłyby się pojawić w bezpośrednim wykorzystaniu to znane handlowe „narzędzia tortur” (taryfy celne i kontyngenty). Należy wziąć pod uwagę to, że wiele amerykańskich firm inwestujących ma wyższą wartość od wartości inwestycji bezpośrednich w Chinach. Natomiast Chińczycy istnieją również na arenie międzynarodowej w handlu. Dobrym przykładem są iPhony lub iPADy produkowane w Chinach i dostarczane do Europy, bez objazdu przez USA. Cecha charakterystyczna handlu międzynarodowego polega na tym, że odbywa się on wewnątrz międzynarodowych korporacji.
Przedsiębiorstwa te zainteresowane są utrzymaniem wolnego handlu, dlatego też opowiadają się przeciwko wyżej wymienionych restrykcjom. Pytanie tylko, jak długo będą w stanie utrzymać polityków w ryzach, bo obecnie Amerykanie myślą o następnych planach stymulujących gospodarkę, co zaś mogłoby doprowadzić do nowej wojny walutowej, a potem handlowej. Wojna taka może mieć duże konsekwencje dla polskiej gospodarki, co ilustruje między innymi przykład Brazylii, ale także rosnącego dziś kursu franka szwajcarskiego.
Absolutny parytet siły nabywczej na podstawie cen Big Mac’a w lipcu 2010 r.
.png)
Christian Pierdzioch, Georg Stadtmann, Oskar Kowalewski
Christian Pierdzioch i Georg Stadtmann są profesorami na European University Viadrina Frankfurt (Oder), Oskar Kowalewski jest adiunktem w Instytucie Gospodarki Światowej SGH oraz współzałożycielem Polskiego Instytut Nadzoru Korporacyjnego (PINK)
Gazeta Finansowa, 23.06.2011
ka

