Jesteś w: Strona główna » Giełda » Giełdy światowe

Dwa ostatnie tygodnie

27.11.2017 09:00  Giełdy światowe
Dwa ostatnie tygodnie
Wyjeżdżałem na dwutygodniowy urlop wtedy, kiedy na giełdach widać było zaczątki jakiejś korekty. „Jakiejś”, bo nie zanosiło się na nic poważnego – okres roku nie sprzyja przecenom. Poniżej, z zastosowaniem brzytwy Ockhama, krótki komentarz o sytuacji na rynkach w tym okresie i o tym, co z niej wynika. 
 
Generalnie można powiedzieć, że giełdy europejskie były w tygodniu poprzedzającym ten z amerykańskim Dniem Dziękczynienia bardzo słabe. Szczególnie słaby był rynek niemiecki. Potem ta, relatywna słabość też się utrzymała, ale zachowanie rynków było już bardziej „bycze”. O tym niżej.  
 
Wall Street nadal hołdowała jednak tym samym zasadom – obowiązywała ciągle zasada „kupuj spadki”. Pojawiające się zagrożenia w procesie uchwalania zmian podatkowych po początkowym spadku indeksów (na początkach sesji) kończyły się mikro zniżkami. Wystarczyło, że w czwartek 16.11 Izba Reprezentantów przyjęła swoją wersję zmian podatkowych, żeby indeksy mocno wzrosły z nadmiarem wymazując mini-korektę. Potem też nastroje były dobre, a czekanie na to, że po Święcie Dziękczynienia (czyli w tym tygodniu) Senat przyjmie swoją wersję ustaw podatkowych też pomagało bykom. 
 
Na rynku walutowym dolar mocno stracił do euro po enuncjacjach banków centralnych (o tym na końcu komentarza) i na bazie wątpliwości w sprawie reformy podatkowej w USA. Jednak po 16.11 wątpliwości się zmniejszyły, a dolar zyskiwać nie chciał. Mówiono o bardzo łagodnych wypowiedziach Janet Yellen, szefowej Fed (obawia się, że zbyt szybkie podwyżki stóp za bardzo stłumią inflację), ale przecież już w lutym Yellen zastąpi Jerome Powell, więc co znaczyć mogą słowa Yellen? 
 
Pomagały euro doskonała dane ze strefy euro. Na przykład indeks PMI dla przemysłu był najwyższy od 17 lat. Jednak dane amerykańskie też były dobre, a dolar jednak był słaby. Euro mogły szkodzić niemieckie zawirowania polityczne - nie udało się bowiem stworzyć koalicji. Jednak europejska waluta ucierpiała niewiele.
 
Potem wypowiedzi polityków niewykluczających kolejnych rozmów koalicyjnych, a nawet sygnalizujący, że możliwy jest powrót do Wielkiej Koalicji (CDU/CSU z SPD) doprowadziły do mocnego wzrostu kursu EUR/USD. Był tak mocny, że formacja RGR zapowiadająca kontynuację spadków kursu została zanegowana. Co prawda nie znaczy to, że kurs będzie już tylko rósł, ale możliwe jest wejście do końca roku w trend boczny.
 
Dziwne też było zachowanie rynku surowców. Ropa raz mocno taniała (wątpliwości co do popytu i słabsze dane w Chinach), a potem mocno drożała dzięki słabemu dolarowi. Generalnie słaby dolar zaczął w końcu zdecydowanie pomagać surowcom, a zapowiedzi przedłużenia cięć wydobycia pomagały ropie. Cena tego surowica, po powrocie do pokonanego ograniczenia kanału trendu bocznego, ruszyła mocno do góry. Oporem jest teraz (dla ropy WTI) poziom 62 USD. Z krótkoterminowego trendu spadkowego wybiła się też miedź generując sygnał kupna. Jedynie złoto szamocze się w trendzie bocznym raz mocno zyskując po to, żeby za chwilę wymazać tę zwyżkę. 
 
A co działo się w Polsce? WIG20 usiłował 13. i 14.11 bronić się na linii trendu, ale w środę 15.11 stracił nagle 1,8% i z impetem ją przełamał. Następnego dnia znowu spadł, mimo że indeksy w Europie rosły. Można to było teoretycznie powiązać z rezolucję Parlamentu Europejskiego nt. praworządności w Polsce, gdyby nie fakt, że złoty nie reagował, a potem nawet się umacniał. 
 
Wzrost EUR/USD przecenił mocno CHF/PLN (kolejny rekordowo niski poziom od ponad dwóch lat) – trend spadkowy jest tutaj bardzo mocny. Kontynuowany był też trend spadkowy na wykresie USD/PLN. Mimo dużego umocnienia euro do dolara złoty zyskał też do euro i nadal obowiązuje tutaj (na EUR/PLN) sygnał sprzedaży. 
 
Jaskrawo różniło się zachowanie GPW od innych rynków z naszego koszyka. Jeśli spojrzało się na inne rynki rozwijające to widać było, że ich indeks ustanawiał nowe, roczne rekordy. Dopiero w piątek 17.11 indeks WIG20 zyskał ponad 1%, ale wzrósł na małym obrocie. Potem wzrosty indeksów były kontynuowane, ale… W poniedziałek pomagały bykom bardzo dobre dane o polskiej produkcji i sprzedaży, a potem wspomagały popyt na GPW ogólnie doskonałe nastroje na świecie. Nawet relatywnie słaby DAX nie zaszkodził. WIG20 gonił indeks rynków rozwijających się. I tu pojawia się powyższe „ale…”. 
 
W piątek 24.11, kiedy nastroje na giełdach były umiarkowanie pozytywne, a w USA po Święcie Dziękczynienia nie można było oczekiwać spadków indeksów podczas skróconej sesji, u nas WIG20 stracił jeden procent. Wzrosty na małym obrocie (dużo poniżej rocznych maksimów) i nieoczekiwane spadki stawiają duży znak zapytania, jeśli chodzi o siłę byków na naszym rynku. Co prawda WIG20 wrócił do kanału trendu wzrostowego, ale zrobił to w słabym stylu, co każe zachować dużą ostrożność. 
 
Jak można ten globalny obrazek podsumować? Najwyraźniej przed Świętem Dziękczynienia postanowiono rozpocząć rajd końca roku. Czekano też (jak wspominałem wyżej) na decyzje Senatu USA w sprawie zmiany systemu podatkowego. Nie zwracano uwagi na żadne ostrzeżenia. 
 
Podczas spotkania bankierów banków centralnych wszyscy najważniejsi (m.in. Janet Yellen, szefowa Fed i Mario Draghi, prezes ECB), ostrzegli, że inwestorzy nie doceniają ryzyka. Rynkowy skutek? Prawie żaden. Bank of America Merrill Lynch ostrzegł też, że globalne fundusze pokazują oznaki „irracjonalnego entuzjazmu”. Reuters pisze, że fundusze „podejmują niespotykane wcześniej ryzyko, a udział gotówki w ich portfelach jest najmniejszy od czterech lat”.
 
Osobny problem to Chiny. Władze postanowiły zwalczać shadow banking i zbyt duże (wg władz) zwyżki na giełdach, co w czwartek doprowadziło do ponad dwuprocentowych przecen indeksów. Słabsze też były publikowane tam dane makro. To tylko na chwilę zaszkodziło giełdom europejskim, a amerykańskie w ogóle problemu nie zauważyły. 
 
Taki brak reakcji na różne ostrzeżenia (bo te, o których wspominałem, nie są jedyne) pokazuje, że giełda jest w fazie irracjonalnego budowania bańki spekulacyjnej. To jednak wcale nie znaczy, że za chwilę rozpocznie się kryzys. 
 
W 1996 roku (5. grudnia) Alan Greenspan, wtedy szef Fed, ostrzegł, że na rynkach panuje „nieracjonalna przesada”. Miał rację, ale wynikiem był jednosesyjny spadek indeksów, po czym rosły jeszcze cztery lata, a NASDAQ zyskał w tym czasie ponad trzysta procent. Potem, w ciągu 2 lat, ten wzrost wymazał, ale ile można było zarobić po tej wypowiedzi szefa Fed…  
 
Koniec roku zazwyczaj pomaga bykom (sławetny rajd św. Mikołaja) i chyba tylko niemożność uchwalenia ustaw podatkowych w Stanach, albo wcześniejsze wybory w Niemczech mogą bykom zaszkodzić. Oczywiście, jeśli nie pojawi się jakiś „czarny łabędź”. 
 
Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Dom Inwestycyjny Xelion

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl nk.pl blip.pl twitter.com

Komentarze

  

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

gielda