Jesteś w: Strona główna » Giełda » Giełdy światowe

Nie najlepszy czas dla byków

23.09.2011 17:52  Giełdy światowe
Nie najlepszy czas dla byków
Polska i Europejskie Rynki Wschodzące
Zakończonego tygodnia byki na GPW na pewno nie mogą zaliczyć do udanych. Największe spustoszenie dokonało się na czwartkowej sesji, której nie można nazwać inaczej niż tylko paniczną wyprzedażą. Do ponad 7% spadków indeksu WIG20 najbardziej przyczynił się KGHM, który stracił 13,35% w ślad za silnie zniżkującymi cenami miedzi. W piątek pałeczkę lidera spadków przejął PKN Orlen. Spadające ceny surowców świadczą o tym, że inwestorzy poważnie obawiają się dłuższego spowolnienia gospodarczego. Jednak z drugiej strony, niskie ceny surowców stanowić będą silny pozytywny bodziec do powrotu do rozwoju gospodarczego. Dla Polski taki pozytywny bodziec stanowić będzie bez wątpienia przecena złotego, która znacząco zwiększy zyski eksporterów oraz zmniejszy wysoki deficyt w obrotach handlowych i na rachunku obrotów bieżących. Poza tym Polska jako odbiorca netto unijnych dotacji sporo zyskuje przy słabym kursie złotego. Powodem do obaw jest  jednak możliwość przekroczenia 55% progu relacji długo do PKB Polski, gdyż denominowana w euro część naszego długu mocno rośnie w ostatnim czasie. Na rynku spekuluje się, że przekroczenie tego progu nastąpi z momentem przekroczenia poziomu 4,5 na kursie EUR/PLN. Jednak minister Rostowski zaprzecza tym informacjom i  twierdzi, że jesteśmy jeszcze daleko od przekroczenia tego progu, a poza tym istotny jest tylko kurs z 31 grudnia 2011. Na początku tygodnia pojawiły się zaskakująco dobre dane o produkcji przemysłowej, która wzrosła aż o 8,1%, podczas gdy analitycy spodziewali się wzrostu tylko o 2,7%. Również piątkowe dane o sprzedaży detalicznej były lepsze od oczekiwań (wzrost o 11,3% wobec oczekiwanych 9,2%). Jednak ogólny strach i pesymizm na rynku powoduje, że na dobre dane nikt nie zwraca uwagi, więc o kierunku naszych indeksów tak jak do tej pory będzie decydowało to, co dzieje się w USA, a tam jest jeszcze cień szansy, że indeksy obronią się przed dalszym spadkiem.
 
Jacek Maleszewski

Europa Zachodnia
Miniony tydzień na rynkach Starego Kontynentu przypomniał wszystkim  wydarzenia sprzed ponad miesiąca. Główne zachodnioeuropejskie indeksy w ujęciu tygodniowym zgodnie wylądowały na sporych minusach i osiągnęły poziomy najniższe od 2 lat.
Zachodnioeuropejscy inwestorzy nie byli w minionych dniach rozpieszczani żadnymi pozytywnymi informacjami, a musieli dyskontować gorsze wieści. Wrześniowe odczyty indeksów PMI w strefie euro w przemyśle i usługach po raz pierwszy od wielu miesięcy wylądowały poniżej granicznego poziomu 50 pkt, oddzielającego gospodarczą prosperitę od recesji. Do tego doszedł komunikat agencji Standard & Poor’s o obniżeniu ratingu trzeciej gospodarki euro strefy, czyli Włoch, a oliwy do ognia dolały kolejne dywagacje odnośnie problemów z wypłacalnością niechlubnego lidera grupy PIIGS, czyli Grecji. Tajemnicą poliszynela jest, że środków finansowych wystarczy Atenom zaledwie do października, a chaotyczne działania greckiego rządu w kwestii kolejnych cięć budżetowych napotykają na coraz twardszy mur społecznego oporu. O ile rynki dyskontują już powoli częściową niewypłacalność Aten, o tyle zagadką pozostaje, jakie konkretnie instytucje finansowe na tym stracą oraz ile. Tematem na inną dyskusję pozostaje pytanie o eskalację problemów w kierunku większych gospodarek strefy euro, czyli wspomnianych wyżej Włoch, a także Hiszpanii. W świetle powyższego coraz większej wagi nabiera potrzeba niezwłocznych gruntownych systemowych zmian fiskalnych w zachodnioeuropejskich gospodarkach. Tylko to może zażegnać kryzys zaufania do poszczególnych państw.
Sytuacja na europejskich giełdach nie była więc najlepsza w minionych dniach, eskalacja wyprzedaży miała miejsce w czwartek, kiedy to indeksy przebiły sierpniowe dołki i osiągnęły poziomy najniższe od 2009 roku. Koniec tygodnia to lekkie uspokojenie nastrojów, co raczej nie oznacza powrotu do normalności. W dalszym ciągu możemy być świadkami dużej zmienności zarówno w jedną jak i w drugą stronę. Światełkiem w tunelu mogą być w przyszłości lepsze dane makro płynące zarówno z amerykańskiej, jak również z europejskich gospodarek.
 
Piotr Trzeciak

Azja i Ameryka Łacińska
W kraju „kwitnącej wiśni” zarówno poniedziałek jak i piątek były wolne od handlu. Przez trzy dni rynek japoński spadł o prawie 3,5 proc., ale w perspektywie globalnej wyprzedaży zachowywał się relatywnie silniej od pozostałych rynków finansowych. W tygodniu poznaliśmy dane dotyczące negatywnego bilansu handlu zagranicznego, znacząco słabszego od oczekiwań rynku.
W czwartek oczy całego świata były skierowane ku Chinom. Inwestorzy z trwogą poznawali odczyt  Indeksu PMI dla przemysłu z 49,9 na 49,4 we wrześniu (najniższy poziom od lutego 2009). Wartość poniżej 50 oznacza spadek aktywności sektora produkcyjnego. Materializuje się najgorszy scenariusz: gospodarka, która miała być kołem zamachowym dla krajów rozwiniętych zwalnia i to mocniej niż prognozowano. Dodatkowo inwestorzy usłyszeli mocne słowa skierowane w kierunku lokalnych banków, które powinny szybko według nowych zaleceń zwiększyć bazę depozytową i poprawić wskaźnik pożyczek do depozytów jeszcze przed nadchodzącym długim tygodniem świątecznym. Te informacje przyczyniły się do silnej wyprzedaży sektora finansowego w całym regionie. Indeks Shanghai Composite stracił w tydzień ponad 2 proc., a indeks MSCI China osiągnął poziom 50 pkt. widziany ostatnio w maju 2009. Podobną analogię można odnaleźć w roku 2008, kiedy to przed długim świątecznym tygodniem października indeksy kraju smoka mocno nurkowały, aby miesiąc później osiągnąć dno ostatniej bessy.
W minionym tygodniu Brazylia była pod bardzo silną presją spadających cen surowców. Od poniedziałku do czwartku indeks Bovespa stracił blisko 7 proc. Największe spółki surowcowe w regionie straciły ponad 14 proc. Petroleo Brasileiro oraz Vale SA, gigant rudy żelaza. Spoglądając na rynek międzybankowy oraz na ceny instrumentów pochodnych wydaje się, że rynek wycenia scenariusz luzowania polityki pieniężnej na następnym spotkaniu decydentów banku centralnego, które odbędzie się 18-19 października, nawet o 50 pkt. bazowych.
Rynki wschodzące lepiej radzą sobie z kryzysem finansowym niż kraje rozwinięte. Pogrążone w kryzysie państwa strefy euro (Włochy, Hiszpania) patrzą w stronę Chin oraz Indii z nadzieją, że kraje te będą inwestować w ich obligacje i lokalne przedsiębiorstwa.
 
Jan Żuralski


Surowce
Pogorszenie nastrojów na rynkach akcyjnych powróciło w postaci panicznej wyprzedaży na światowych parkietach. Inwestorzy wydają się dyskontować scenariusz recesyjny. Skoro gospodarka światowa ma wchodzić w recesję, to i wykorzystanie surowców dramatycznie się skurczy. Jeśli miałoby do tego dojść, to ucierpi na tym popyt, co już teraz silnie ściąga ceny na coraz to niższe poziomy. Powrót strachu spowodował spadek wszystkich surowców, łącznie ze złotem.

Ropa naftowa Crude spadła o ponad 8 procent, sprowadzając ceny na poziom 79 dolarów za baryłkę.  Spadki ograniczane były przez informacje o spadku zapasów w USA. Jednak nie jest to oznaką poprawy popytu, a ograniczonej podaży surowca. Dwucyfrowy spadek cen odnotowano na rynku miedzi, której notowania spadły o ponad 13 procent. Taka sytuacja ma związek zarówno z kiepskimi nastrojami na rynku, ale także z analizą techniczną. Mianowicie, nastąpiło wyłamanie z trendu wzrostowego, co wygenerowało sygnał sprzedaży, stąd dynamiczne spadki na tym rynku. Tona metalu na giełdzie w Londynie kosztuje obecnie 7475 dolarów.

Wydawałoby się, że w tak nerwowych dniach jak ostatnie, ceny złota powinny były wzrosnąć. Nic bardziej mylnego - ceny spadły i to aż o 7,5 procent. Inwestorzy po prostu nadal realizują zyski i sprzedają swoje pozycje. Ponadto, powróciła korelacja z amerykańskim dolarem, który wzmacnia się do głównych walut.

Tomasz Ray-Ciemięga
XELION

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl nk.pl blip.pl twitter.com

Komentarze

   → Zobacz wszystkie

Najnowsze

  • Teraz tak można wyjść na swoje przynajmniej na tych bezbelkowych. Założyłem przez internet w getinonline mało problemów i czasu się nie traci.

    ~Pawo   (1 października 2011 o 17:59)   Zgłoś spam
    Oceń komentarz:
    50%
  • w sumie tak tylko ze na inwestycja trzeba sie znac a na lokatach nie zakladasz lokate i wszystko samo sie robi:) tylko czy lokata jest oplacalna?

    ~wiola   (29 września 2011 o 15:39)   Zgłoś spam
    Oceń komentarz:
    50%

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

gielda