Jesteś w: Strona główna » Giełda » Giełdy światowe

Pod dyktando rynku walutowego

04.01.2018 09:17  Giełdy światowe
Pod dyktando rynku walutowego
Na przełomie roku zwracało szczególną uwagę zachowanie rynku surowców i walutowego. Jedno z drugim było zresztą powiązane. Stały wzrost kursu EUR/USD (osłabienie dolara) w końcówce roku podnosił ceny surowców, a szczególnie obserwowane przeze mnie ceny ropy, złota i miedzi. 
 
Do dolara jeszcze wrócimy. Jeśli chodzi o surowce to ogólne przekonanie panujące na rynkach mówi o tym, że 2018 rok będzie ich czasem. Oczywiście nie musi tak być, ale przekonanie jest ważną siłą napędową. Oprócz słabego dolara surowcom pomagały inne preteksty/powody. 
 
Na rynku ropy mówiło się o zmniejszeniu wydobycia przez Libię (wybuch rurociągu) – klasyczny pretekst. Mówiono tez o tym, że Arabia Saudyjska zakłada w budżecie wzrost ceny ropy do 75 USD (tak jakby takie założenia miały kreować popyt). Najważniejszy był jednak dolar. Cena ropy WTI wybiła się z formacji flagi i ruszyła w kierunku mocnego oporu na poziomie 62 USD. 
 
Pamiętać trzeba o tym, że najpewniej w styczniu (podobno 18. stycznia) w Szanghaju na giełdzie Shanghai International Energy Exchange ruszy handel kontraktami na ropę wycenianymi w walucie krajowej (juanie). Będą tam mogli inwestować również gracze zagraniczni. To kolejny krok w „kropelkowej” metodzie Chin, które dążą do podważenia roli dolara. Chińczycy uwielbiają hazard, więc na tej giełdzie mogą się dziać dziwne rzeczy, a to może doprowadzić do zwiększenia zmienności na innych giełdach ropy. 
 
Dla miedzi paliwem było z kolei to, że w Chinach główni producenci dostali zakaz produkcji zimą (z powodu zanieczyszczeń, jakie produkcja powoduje). Gołym okiem widać, że posłużyło to za pretekst służący podniesieniu ceny. I tutaj oczywiście najważniejszy był słaby dolar, ale doskonałe dane makro publikowane na świecie też pomagały bykom. Trend wzrostowy na miedzi jest silny, ale ugrzązł na poziomach z 2014 oku (poważny opór). 
 
Złoto oczywiście zdecydowanie korzystało ze słabości dolara, z którym jest najsilniej ujemnie skorelowane. Nie ekscytowałbym się tą kończącą rok zwyżką ceny. Do maksimum z 2017 roku zostało jeszcze blisko 5%. Nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Wystarczy umocnienie dolara, żeby metale szlachetne zanurkowały. 
 
I w ten sposób dochodzimy do rynku walutowego. Na nim działy się rzeczy, według mnie, w końcu roku dziwne. Kurs EUR/USD opuścił formację flagi i pokonał szczyt z 2017 roku. W komentarzach ekspertów znaleźć można mnóstwo powodów takiego zachowania rynku, ale one mnie nie przekonują. 
 
Szkodzić dolarowi ma niby to, że Fed będzie powoli podnosił stopy (rynek zakłada, że dwa, a nie trzy razy w tym roku) oraz to, że strefa euro rozwija się bardzo szybko. Mówi się też o tym, że w Japonii rząd i BoJ mogą zrezygnować z drukowania jena, co doprowadziłoby do jego umocnienia kosztem dolara. Co jest na plus dolara? To, że jednak Fed zacieśnia politykę monetarną, a Japonia i ECB nadal drukują. Poza tym ustawa podatkowa Trumpa może doprowadzić do powrotu setek miliardów dolarów do USA, co powinno dolara umacniać. 
 
Według mnie rynek zachowuje się irracjonalnie, ale stare powiedzenie mówi, że rynek może zachowywać się irracjonalnie dłużej niż inwestor grając przeciwko rynkowi będzie w stanie zachować płynność. Dlatego też należy grać z rynkiem (trend wzrostowy EUR/USD) pamiętając, że byle pretekst może kierunek zmienić na bardziej fundamentalny. 
 
Na rynkach akcji koniec roku był zróżnicowany. Wall Street usiłowała dowieźć do końca roku dobry wynik i na giełdach akcji niewiele się działo. W ostatnim dniu roku indeksy nawet spadły. Ta niemrawa realizacja zysków przeminęła z końcem roku. W pierwszych giełdowych dniach 2018 roku indeksy mocno wzrosły ustanawiając nowe rekordy. Działa magia stycznia – fundusze napełniają portfele. 
 
Dużo gorzej zachowywały się rynki strefy euro. XETRA DAX na przykład spadał. Powodem była oczywiście bardzo silna waluta. Poza tym The Financial Times napisał, że kilka największych europejskich banków zasygnalizowało negatywne skutki finansowe zmian podatkowych w USA (zmniejszają możliwości odpisania strat z przeszłości od podstawy przyszłych podatków). W środę osłabienie euro (korekta) pomagało we wzroście indeksów na europejskich giełdach.
 
Na naszym rynku walutowym koniec roku należał do złotego. Stały wzrost kursu EUR/USD umacniał waluty krajów rozwijających się, na czym bardzo korzystał złoty. Między świętami pomógł państwowy BGK sprzedając na rynku waluty, przez co kursy spadły mocniej niż wynikałoby tylko z działania sił rynkowych. Złotemu pomagały też dane makro. Indeks PMI dla przemysłu wyniósł w grudniu 55 pkt. (najwyżej od 3 lat). 
 
Nic dziwnego, że rząd pomaga w końcu roku złotemu – jeden grosz umocnienia na przykład do euro to ponad pół miliarda złotych spadku zadłużenia Polski… Na miejscu ministra finansów i premiera (zakładam, że kiedyś się rozdzielą) zwracałbym uwagę na to, że zadłużenie Polski spadło o około 20 mld złotych właśnie z powodu umocnienia złotego. Owszem, umniejszałoby to własne osiągnięcia rządu, ale jeśli to nie zostanie powiedziane to co powie premier, kiedy złoty się osłabi i dług mocno wzrośnie? Wystarczy zmiana kierunku na EUR/USD, żeby tak się stało. 
 
W nowym roku podczas normalnego już handlu (3.01) kursy walut rosły, bo pojawiała się chęć zrealizowania części zysków, czemu sprzyjał podobny proces na rynku EUR/USD (spadał). W drugiej połowie dnia spadek EUR/USD nie tylko nie zaszkodził złotemu – umocnił się on do euro i franka i nieznacznie stracił do dolara. Było to dość dziwne zachowanie, ale być może na początku roku też BGK sprzedawał waluty. 
 
Na zachowanie rynku wpływ mogły być też wstępne dane o inflacji, które podał wczoraj GUS. Dowiedzieliśmy się, że wzrosła o 2,0% r/r (oczekiwano 2,1%). Pamiętać trzeba, że jeśli ceny surowców będą rosły, a złoty przestanie się umacniać to ceny ropy szybko znajdą przełożenie na inflację. 
 
GPW nadal w okresie przed końcem roku nie zachwycała, a potem było jeszcze słabiej. Owszem, 27.12 udało wypracować blisko półtoraprocentowy wzrost WIG20, ale kolejne dni były już nienajlepsze. Jeśli było to kończące rok „window dressing” to było ono niezwykle słabe. Szczególnie słabe było na tle innych rynków rozwijających się, których skompilowany indeks bił kolejne roczne rekordy. 
 
W pierwszy (dla GPW, bo 2.01 sesji nie było) dzień nowego roku, w środę 3.01, nasz rynek akcji zachowywał się marnie. Owszem, sesja rozpoczęła się niewielkim wzrostem WIG20 i pozostałych indeksów, ale po 90 minutach WIG20 zanurkował i zabarwił się na czerwono. Nawet na tle innych giełd europejskich nasza GPW wyglądała niezwykle słabo. Tam indeksy powoli rosły w miarę spadku kursu EUR/USD, a u nas WIG20 nurkował tracąc chwilami ponad jeden procent. Dopiero po pobudce w USA indeks ruszył na północ. 
 
Blisko jednoprocentowe zwyżki na giełdach we Francji i w Niemczech oraz dobry początek sesji w USA pomogły naszym bykom na tyle, że WIG20 zakończył dzień mikro-zwyżką (0,08%). Lepiej wyglądały MWIG40 i SWIG 80, ale i tutaj zwyżki nie były duże (okolice pół procent). 
 
Niektórzy powiedzą, że zwrot WIG20 z minus jeden procent i zakończenie neutralne to plus dla byków. Ja jednak uważam, że przecena podczas sesji była całkowicie nieuzasadniona i świadczyła o słabości GPW. Plusem jest jednak zachowanie innych rynków rozwijających się. To powinno na razie GPW pomagać.
 
Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Dom Inwestycyjny Xelion

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl nk.pl blip.pl twitter.com

Komentarze

  

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

gielda