Jesteś w: Strona główna » Biznes » Gospodarka

Dlaczego TTIP, czyli umowa wolnego handlu UE z USA, powinna nas niepokoić?

24.03.2016 12:48  Gospodarka
Dlaczego TTIP, czyli umowa wolnego handlu UE z USA, powinna nas niepokoić? Prowadzone od czerwca 2013 roku negocjacje odnośnie umowy o transatlantyckim partnerstwie handlowo-inwestycyjnym UE i USA (TTIP) wciąż toczą się za zamkniętymi drzwiami. Obywatele nie mają możliwości decydowania o ostatecznym kształcie porozumienia dwustronnego, które ma skutkować powstaniem największej na świecie strefy wolnego handlu. Umowa budzi wiele kontrowersji, a skutki jakie może przynieść na razie pozostają na poziomie domysłów. Czy Polska ma się czego obawiać?

Ideą umowy Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi, czyli Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) jest zniesienie barier celnych, administracyjnych i regulacyjnych. To ma skutkować swobodnym przepływem towarów, technologii i usług między stronami traktatu oraz wzrostem inwestycji. Jednak porozumienie handlowe między dwoma największymi globalnymi gospodarkami obejmie też wiele innych aspektów życia. Wpłynie m.in. na rynek pracy, rynek żywności oraz ochronę danych osobowych.

Zdania na temat TTIP są podzielone. Zwolennicy porozumienia twierdzą, że przyczyni się ona do wzrostu gospodarczego uczestników traktatu – unijne PKB ma rosnąć w tempie 120 mld euro rocznie, natomiast amerykańskie o 95 mld euro. Ma też sprzyjać rozwojowi małych i średnich przedsiębiorstw oraz ich zaistnieniu na rynku innym niż europejski, dzięki zniesieniu nadmiary biurokracji i ujednoliceniu m.in. aktualnych regulacji pozataryfowych. Za podpisaniem traktatu przemawia też to, że ma on tworzyć nowe miejsca pracy, obniżyć ceny zakupów i zwiększyć ofertę produktów oraz usług.

Przeciwnicy umowy handlowej między USA a UE twierdzą, że jest ona zagrożeniem dla suwerenności doktrynalnej Unii, norm prawnych oraz żywieniowych. Powstała nawet europejska inicjatywa "Stop TTIP i CETA", która nawołuje unijne instytucje i państwa członkowskie do zaprzestania negocjacji z USA w sprawie transatlantyckiego partnerstwa w sprawie handlu i inwestycji i do nieratyfikowania umowy gospodarczo-handlowej z Kanadą. Petycję podpisało ponad 3,4 mln osób, które uważają, że jest ona zagrożeniem dla demokracji, środowiska naturalnego, konsumentów i standardów zatrudnienia. W Polsce przeszło 80 organizacji podpisało stanowisko ostrzegające przed TTIP.

Dlaczego umowa o wolnym handlu między UE a USA budzi tyle kontrowersji? Przede wszystkim, dlatego, że negocjacje są prowadzone za zamkniętymi drzwiami. Wprawdzie latem 2014 roku Komisj Europejska opublikowała część materiałów informacyjnych, komentarz i obszerne materiały promocyjno-propagandowe. Jednak nie znalazły się TAM treści negocjowanych zapisów. Dostęp do zapisów umowy mają lobbyści korporacyjni, co budzi obawy, że ostateczny kształt TTIP będzie sprzyjał ich prywatnym interesom i zwiększy ich wpływ na decyzje władz poszczególnych państw. Wprawdzie podkreślano, że traktat jest szansą na rozwój dla sektora MŚP, ale eksperci twierdzą, że dotyczy to wyłącznie małych i średnich firm z silnych gospodarek (m.in. Niemcy, Holandia), a nie słabych oraz rozwijających się (m.in. Polski). Innym argumentem KE na korzyść porozumienia były szacunki mówiące o tym, że umowa przyniesie czteroosobowej rodzinie z UE 545 euro rocznie więcej, nastomiast w Amerykanie zyskają 655 euro.

Sprzeciw budzi także kwestia rozstrzygania sporów na linii inwestorzy – państwo. Pierwotnie chciano wykorzystywać stary i mało przejrzysty mechanizm ISDS, jednak we wrześniu 2015 roku KE zdecydowała, że zastąpi go trybnał inwestycyjny. Ma on być bardziej transparentny, bo m.in. orzeczenia wydawaliby sędziowe z wysokimi kwalifikacjami mianowani przez organy publiczne, rządy miałyby prawo do wprowadzania regulacji na podstawie zapisów i gwarancji  zawartych w umowach handlowych i inwestycyjnych, a strony nie miałyby możliwości wyboru sądu ze względu na możliwość korzystniejszego rozstrzygnięcia sprawy. Gdyby TTIP był oparty na ISDS, wówczas odszkodowania dla wielkich korporacji płacone byłyby ze środków publicznych. Wynika to z tego, że zagraniczne firmy mogą składać skargi nie do sądu państwowego, a prywatnego arbitrażu.

Kolejny punkt umowy budzący obawy dotyczy usług publicznych, zwłaszcza ochrony zdrowia, edukacji i usług społecznych realizowanych ze środków publicznych, a także dostaw wody. Chodzi o to, że wprawdzie aktualnie państwa unijne mają swobodę w wyborze firmy świadczącej usługi, jednak jeśli amerykańskie podmioty zyskają takie samo prawo jak europejskie przedsiębiorstwa, istnieje zagrożenie, że zdominują sektor zamówień publicznych.

TTIP rodzi niepokój w kwestii obniżenia standardów pracowniczych i zmniejszenia ochrony praw pracowniczych. Eksperci zauważają, że porozumienie grozi zatrudnianiem głównie na umowach śmiecówkach lub zmuszaniem do samozatrudnienia, co przekłada się na brak ochrony w sytuacji poważnej choroby czy rodzicielstwa. Problemem będą też świadczenia emerytalne – nie będzie ich z czego wypłacać. Tym bardziej, że w wyniku umowy pracę może stracić nawet 1 mln osób.

Innym poważnym zarzutem wobec umowy handlowej jest wizja zalania unijnego rynku tanią i modyfikwaoną genetycznie żywnością, która w USA nie podlega oznakowaniu. Warto też zwrócić uwagę na kwestię ochrony danych osobowych, która w Stanach Zjednoczonych nie jest specjalnie przestrzegana, a dla Europejczyków należy do praw podstawowych – mocno dbamy o swoją prywatność.

Pierwotnie TTIP miało zostać podpisane na koniec 2014 roku. Kolejny termin minął w 2015 roku. Następną opcją jest jesień 2016 roku, a konkretnie zakończenie kadencji obecnego prezydenta USA, Baracka Obamy.


Sylwia Stwora
Inwestycje.pl


Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, już teraz możesz zapisać się do naszego newslettera:

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl twitter.com


Komentarze

  

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

biznes