Jesteś w: Strona główna » Biznes » Gospodarka

Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát, leginkább együtt üzi gazdaságát

27.03.2012 06:25  Gospodarka
Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát, leginkább együtt üzi gazdaságát Tytuł tej notatki nie jest zrozumiały dla Polaków a i dla Węgrów tylko pierwsza część brzmi znajomo. Tłumaczenie może być oto takie:
Polak, Węgier – dwa bratanki = Lengyel, magyar – két jó barát,
i do szabli i do szklanki, = együtt harcol, s issza borát,
ale najpierw do gospodarki = leginkább együtt üzi gazdaságát

Dawno temu, w znanej jeszcze z okresu konfederacji barskiej sentencji, zamieniono ponoć konia na szablę. Na dołożenie nowego, tu ostatniego członu (ale najpierw do gospodarki = leginkább együtt üzi gazdaságát), naszło mnie, gdy usłyszałem banialuki, jakie plótł premier Donald Tusk dwa miesiące temu z mównicy sejmowej. Premier próbował uzasadniać pożyczenie Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu kilka miliardów euro z naszej biednej rezerwy walutowej, na ratowanie bogatej strefy euro. Widząc miny siedzących, zrozumiał, że jest niewiarygodny i sam może nawet nie wierząc w to co mówi, powiedział w desperacji, że to będą pieniądze z jakich skorzystają Węgrzy (cytat z pamięci).

Lepiej oddać swemu
Na moje bezpośrednie pytanie, dlaczego więc nie pożyczyć pieniędzy Węgrom, odpowiedzi nie uzyskałem. Dlaczego nie uzyskałem? Mogę się jedynie domyślać, że poza wszelkimi innymi przyczynami, principium jest takie, że ten premier nie udziela odpowiedzi. No, a co miał odpowiedzieć w swoim odpowiadaniu, jeśli nie da się nie zauważyć, że nie można ratować euro w kraju, którego jedyną walutą jest forint. Dziś na szczęście gospodarka jest najważniejsza. Skoro więc węgierska gospodarka, zmasakrowana przez postbolszewików, potrzebuje pomocy, widziałbym uzasadnienie, aby Polacy, bratankowie Węgrów, pomogli ich gospodarce. Ktoś powie, że na tym stracimy – może teraz tak, ale uważam, że długofalowo raczej nie. Bo jeśli już musimy pożyczyć to, jak mówi „stare” przysłowie (właśnie teraz wymyślone): „Lepiej oddać sam swemu, niż dać ukraść obcemu”. Przenosząc bowiem pieniądze z bezpiecznych obligacji ulokowanych w Stanach Zjednoczonych, na bardzo wątpliwe inwestycje dla ratowania poprzez Międzynarodowy Fundusz Walutowy niektórych eurogospodarek, Polska natychmiast bardzo dużo straci. Nie mamy też nic do powiedzenia – ile, gdzie i na jakich warunkach trafi, a więc i nic do ugrania.

Polacy nie powinni stać obojętnie
Dlatego jeżeli mamy komuś pomagać, róbmy to bezpośrednio i pomagajmy tym, którzy są nam bliżsi, bo nawet jeśli nie oddadzą teraz, to jest nadzieja, że pewnie w krytycznym momencie (oby takiego nie było) choćby za 100 lat oddadzą. Historia uczy, że tak się działo – mimo że żadnych podpisanych zobowiązań nie było. Pomagali nam Węgrzy, upominali się o nas Turcy, czasem Amerykanie, a inni wręcz przeciwnie. No to z kim mamy trzymać?

Rzecz jasna nie przeceniałbym solidarności międzynarodowej, tak jak to czynił Jan Chryzostom Pasek, pisząc, że Polska przyjaciół nie potrzebuje, a jeśli już ich mieć musi, to niech będą to Hiszpanie, bo są daleko. Mocno parafrazując, jeśli musimy komuś pomagać, sami ledwie dysząc, to należy pomóc Węgrom. Należy pomóc także dlatego i tym bardziej, że premier Viktor Orbán walczy o co powinien walczyć także premier Donald Tusk. Orbán walczy także o Europę taką, która będzie przyjazna nam Polakom. W tym kontekście nie sposób być biernym. Jeśli wygra Viktor Orbán, to wygramy i my. Polacy nie powinni stać obojętnie, pamiętając też konsekwentny, bliski stosunek premiera Orbána do Polski, począwszy od jego młodzieńczych prac o polskiej „Solidarności”.

Mamy czego zazdrościć Węgrom
W tak dramatycznym czasie dla Węgrów, w okresie wielkiej zagranicznej traumatycznej nagonki na szefa węgierskiego rządu, w geście solidarności z premierem Orbánem, reprezentującym niemal wszystkich sprzyjających Polakom Węgrów, pożyczmy pieniądze z naszej rezerwy właśnie im. Uczyńmy to bezpośrednio, bez pośredników stosujących swoje metody nacisków oraz realizujących własne interesy za nasze pieniądze, a może i przeciwko nam.

Popieram premiera Orbána za stanowczość w przeprowadzaniu trudnych reform, za to, że tak bardzo stara się uniezależnić Węgry od kapitału zagranicznego, broniąc węgierskiej przedsiębiorczości oraz interesów narodowych. On robi swoje. Nikomu nie zabiera jego własności, tylko oddaje tym, którym zabrano lub chce się zabrać.

Kilka dni temu usłyszałem z ust ministra Jana Vincenta-Rostowskiego, że u nas Budapesztu nie będzie. Nie wiem, co miał na myśli minister – mam się niedługo z nim spotkać w sprawie podatku od niektórych kopalin, więc go zapytam i o to. Patrząc jednak z perspektywy ogromnych zaniechań większości polskich rządów ostatniego dwudziestolecia, z wielkim podziwem obserwuję, jak obecny węgierski rząd zabrał się za potępienie zbrodniczej roli komunistów i demaskowanie antynarodowej roli ich dzisiejszych następców. Zazdroszczę Węgrom nowej konstytucji, wypełnionej patriotyzmem i przywiązaniem do wartości religijnych, które kiedyś uczyniły z Węgier królestwo i bardzo silny kraj.

Naród zdecyduje
Chciałbym, aby polski premier z tak wielkim impetem bronił polskich praw na arenie międzynarodowej, jak robi to węgierski premier, broniąc praw obywateli swojego państwa. Podziwiam rząd premiera Orbána, który w zaledwie półtora roku dokonał tak wiele, w tak wielu dziedzinach.

Węgrzy, doświadczeni fatalnymi rządami, dorośli do zmian i wybrali Viktora Orbána na premiera. Wybory pokazują, że Polacy do tej pory nie uznali za konieczne przeprowadzenie pełnych zmian, wolą ciągle przeprowadzenie tzw. grubej kreski, która jest na tyle gruba, że skutecznie oddziela nas od korzeni, ale na tyle cienka, iż nie da się na niej niczego budować, bo pod spodem jest próchno i czort wie co jeszcze.

Myślę, że poprzednie rządy na Węgrzech mają swoje odzwierciedlenie w obecnych rządach w Polsce. Jak długo będzie się jeszcze modelować myśli ludzkie w mediach przyrządowych, kneblując z jednej strony internet, a z drugiej media katolickie, w tym TV Trwam? Od wolnego słowa czas zmiany zacząć. Pytanie – ile czasu jeszcze stracimy? Kiedy nadejdą zmiany i co będzie dalej, o tym zadecyduje naród. Oby w spokoju. Bez zmian nie uda nam się odnieść sukcesu w sferze gospodarczej – a jeśli nie w tej, to w żadnej.

prof. Mariusz-Orion Jędrysek

Autor jest nauczycielem akademickim, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Wrocławskiego, posiada tytuł naukowy profesora nauk o ziemi. W latach 2005-2007 pełnił funkcję Głównego Geologa Kraju oraz wiceministra środowiska. W wielu kręgach jest uważany za odkrywcę gazu w łupkach. Obecnie zasiada w Sejmie VII kadencji, jest posłem Solidarnej Polski.



  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl nk.pl blip.pl twitter.com

Komentarze

   → Zobacz wszystkie

Najnowsze

  • mysle ze w Twojej wypowiedzi jest odpowiedz - Politykiem jest profesor, dla którego liczą się fakty, rzetelne wnioskowanie i dobro kraju a nie populizm i zabieganie o wlasne korzyści

    ~liscak   (22 kwietnia 2012 o 01:34)   Zgłoś spam
    Oceń komentarz:
    50%
  • prof. Jędrysek to chyba jeden z nielicznych racjonalnie myślących polityków. Tekst bardzo ciekawy i w prosty sposób obrazuje to co sie dzieje obecnie na Węgrzech i w Europie.

    ~mane   (30 marca 2012 o 11:11)   Zgłoś spam
    Oceń komentarz:
    50%

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

biznes