Powodem wprowadzenia stanu wyjątkowego miałoby być "zagrożenie życia obywateli". Z dniem 1 grudnia połowa, czyli 2400 słowackich lekarzy, zamierza odejść z pracy. Rada Bezpieczeństwa Kraju zaleciła rządowi wprowadzenie stanu wyjątkowego od północy 29 listopada do 27 lutego przyszłego roku. W przypadku krytycznej sytuacji rząd miałby zwrócić się o pomoc do sąsiednich krajów. Po kilkugodzinnym, burzliwym posiedzeniu rząd postanowił jednak podjąć ostateczną decyzję w tej sprawie dopiero 28 listopada.
Nie wszyscy członkowie rządu opowiedzieli się za wprowadzeniem stanu wyjątkowego. Rząd nie wykluczył również kolejnej rundy rozmów ze związkowcami. Wczoraj po 10-godzinnych negocjacjach związek zawodowy słowackich lekarzy nie zdołał się porozumieć z rządem na temat nowych warunków płacowych. Lekarze żądali podwyżek w granicach 800 euro. Rząd proponował 300. Premier Iveta Radiczova ostrzegła lekarzy, że jeśli rząd wprowadzi stan wyjątkowy to lekarze nie będą mogli opuścić swoich stanowisk pracy i otrzymają jedynie 70 procent obecnego uposażenia.
Jeśli nie stawią się do pracy grozi im kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 3 lat. Jan Figel - lider chadecji dodał, że "lekarze szantażują rząd i pacjentów" dodając, że ich "żądania są wygórowane, ponieważ 300 euro to przeciętny zarobek w sektorze państwowym we wschodniej Słowacji". Marian Kollar - szef związkowców oświadczył dziś, że "wprowadzenie stanu wyjątkowego byłoby bezpredecensową próbą zastraszenia grupy zawodowej, sprzeczną z zasadami demokracji". Ządania płacowe lekarzy poparli również słowaccy aptekarze.
IAR
kk

