Coś mocniejszego

18.07.2018 08:25  Komentarze walutowe
Coś mocniejszego Na Zachodzie z pewnymi zmianami

Odpuśćmy sobie na razie szczegółowe i wysublimowane dyskusje na temat tego, jak interpretować spotkanie Trumpa z Putinem.

W skrócie: dla jednych to smutna porażka prezydenta USA i haniebne upokorzenie przed moskiewskim białym niedźwiedziem. Dla innych to podstępna wygrana Trumpa, który zwiódł rosyjskiego chana gładkimi słówkami, a de facto zaproponował mu pracę w swojej firmie, jak to określono w którymś z felietonów. Dla jeszcze innych, to w miarę równoprawne nowe rozdanie kart pomiędzy dwoma Panami Świata. Arymanem i AhuraMazdą, Dobrym i Złym. Obie strony mają swoje słabości i punkty kompromisu, ale też obie mają pewien potencjał i finalnie nie dadzą sobie w kaszę dmuchać, a zarazem obie myślą realistycznie (by nie rzec: cynicznie...) o swoich interesach, niezależnie od wszelkiej mitologii: atlantyckiej czy eurazjatyckiej. Wreszcie, są i tacy, którzy patrzą na to wszystko bardzo zimno i sceptycznie, może zbyt sceptycznie: nic się nie stało, jakieś tam spotkanie, nie obiecujcie sobie zbyt wiele, jedni i drudzy, słowa, słowa, słowa...

Lokujemy się raczej w trzecim z tych obozów, nie odcinając się całkiem od czwartego, bo w końcu, parafrazując Dicka, przetrwają tylko sceptycy. Anyway, wygląda na to, że szczyty konsolidacji trwającej na eurodolarze, zaczynają przybierać postać trendu spadkowego - być może niezależnie od wydarzeń politycznych. W czerwcu rozegrano podejście pod 1,1850, kilka dni temu mieliśmy 1,1790 - a dziś 1,1745 i zaraz potem odwrót, poważny odwrót do 1,1650-60.

Poniekąd dane były dobre dla dolara. Indeks NAHB z rynku nieruchomości zanotował 68 pkt w zgodzie z prognozą, zaś produkcja przemysłowa wzrosła o 0,6 proc. m/m, niby zgodnie z prognozą, ale jeszcze rano po portalach krążył konsensu 0,5 proc., więc odczyt tym bardziej sympatyczny.

Zresztą, powszechne odczucie jest takie, że p. Powell zaprezentował się dziś w Senacie USA jako optymista w temacie przyszłości gospodarki, oczekujący, popierający i promujący kolejne podwyżki stóp procentowych. Jasne, były jakieś "ale" tudzież "o ile tylko...", lecz tak jest zawsze lub prawie zawsze, gdy mówią bankierzy centralni. Wystąpienie wpisało się zatem w klimat silniejszego USD.


Moc należy do nas?

W jakiejś mierze - tak. USD/PLN zalicza co prawda wieczorem poziomy rzędu 3,36830-70, ale jeśli to ma oznaczać osłabienie złotego, to nie jest tak źle. Szczególnie że rano złapaliśmy 3,66, a i tak, mimo spadku wartości orła, jesteśmy daleko od 3,7260, tj. szczytu sprzed paru dni.

Na euro-złotym mamy 4,2950, trend wzrostowy pary rozmył się, pojawiły się lepsze nadzieje dla złotówki, może niekoniecznie długoterminowo, ale w perspektywie dni, tygodni... Dodajmy też, że nieźle wypadły dane makro. Zatrudnienie za czerwiec z dynamiką +3,7 proc. r/r wpisało się w prognozy, ale wynagrodzenie przyrosło nie o 7 proc., na co czekano, ale aż o 7,5 proc. r/r.


Tomasz Witczak
FMC Management


Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, już teraz możesz zapisać się do naszego newslettera:

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl twitter.com

Komentarze

  

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

waluty