Jesteś w: Strona główna » Biznes » Prawo

Podatek od kopalin. Niemoralna propozycja (rządu)

09.02.2012 11:42  Prawo
Podatek od kopalin. Niemoralna propozycja (rządu) Rząd chce wprowadzić specjalny podatek od wydobycia niektórych kopalin. Odpowiedni projekt został już przesłany do Sejmu. Inicjatywa ta może być legislacyjnym fortelem prawnym w celu uniknięcia zapłacenia dywidendy z racji udziałów w KGHM Polska Miedź. Propozycja rządu już wywołuje kontrowersje na rynku wydobywczym.

W ekspose wygłoszonym dwa miesiące temu, premier Donald Tusk zapowiedział wprowadzenie podatku od niektórych kopalin, wymieniając m.in. rudy miedzi i gaz w łupkach. W ślad za tym przesłany został do Sejmu projekt rządowy ustawy O podatku od wydobycia niektórych kopalin (z projektami aktów wykonawczych), który dotyczy opodatkowania wydobycia tylko rud (lub koncentratów) miedzi i srebra.

Nieeleganckie zachowanie


Na uznanie zasługuje decyzja wprowadzenia specjalnego podatku tak, aby uniknąć wypłaty dywidendy. To sprytne wyjście, choć moralnie bardzo dwuznaczne, nie fair w stosunku do innych inwestorów, w tym prywatnych. Efektywność podatku w ujęciu przychodu dla Skarbu Państwa jest znacznie większa niż dywidendy, bo zważywszy na strukturę własności, dywidenda trafiłaby głównie do inwestorów prywatnych. Interesy Skarbu Państwa nadwyrężył jeszcze fakt, że rząd PO-PSL nie tak dawno sprzedał, ze szkodą dla Skarbu Państwa i interesów narodowych, dodatkowe 10 proc. akcji KGHM. Podatek jest więc wyjściem nieeleganckim i bardzo naruszającym wiarygodność państwa, ale będzie, jeśli wejdzie, doraźnie skutecznym. Jednakże sposób ogłoszenia zamierzeń podatkowych, spowodował perturbacje na rynku wymienionych kopalin a ceny akcji znacząco spadły.

Firmy geologiczno-górnicze, więc i inwestorzy, nie tyle boją się zbyt dużych obciążeń fiskalnych, co niestabilności i niejasności polityczno-prawno-organizacyjnej państwa, w którym inwestują. Nagła i niekonkretna zapowiedź premiera spowodowała też wzrost ryzyka inwestycyjnego. Tym bardziej, że gotowy plan pokazano dopiero we wspomnianej ustawie, która zawiera konkretne propozycje taksacji, dotyczące wydobycia rud miedzi i srebra. Rzecz jasna opodatkowanie dotyczy w praktyce tylko jednego podmiotu, tj. spółki KGHM Polska Miedź S.A., który jest nie tylko największym zakładem przemysłowym na Dolnym Śląsku, ale i jednym z największych w Polsce. Podatek ten nieco podniesie przychody fiskalne państwa, ale jednocześnie znacząco uszczupli przychody województwa dolnośląskiego, przez co obniży poziomu inwestycji z koniecznością dramatycznej rewizji planów inwestycyjnych na następne lata. Nie dziw więc, że Sejmik Województwa Dolnośląskiego jednomyślnie przyjął negatywne stanowisko w sprawie tej ustawy, gdzie kuriozalnie radni PO i członkowie zarządu województwa z marszałkiem na czele, byli przeciw zamiarom własnego rządu.

Rządowy szantaż


Sejm ma poważny problem, bo jeśli się nie zgodzi na wprowadzenie co najmniej jednej trzeciej z tego podatku jaki proponuje rząd PO-PSL, to tenże rząd może nakazać wypłacić dywidendę, na co zgody Sejmu już nie trzeba. KGHM straciłby wtedy ponad trzy razy więcej. Ten swoisty szantaż stawia posłów w trudnej sytuacji, ale rodzi konotacje o skrajnym cynizmie rządu. Chcąc ratować polską gospodarkę, należałoby przesłać rządowy projekt ustawy do komisji tak, aby tam ją zracjonalizować albo, kolokwialnie mówiąc, ukręcić jej łeb. Jest to najważniejsza przyczyna, dla której warto by było głosować na tym etapie. Tak też zagłosują posłowie koalicji. Procedowanie w komisjach będzie trudne, a jednocześnie odwlecze moment „ściągnięcia” funduszy.

Katastrofalne konsekwencje

Opodatkowanie spowoduje wzrost kosztów eksploatacji rud, produkcji miedzi i srebra. To będzie oznaczało koszty i czasochłonną rewizję kryteriów bilansowości złoża, planów zagospodarowania złoża, a w konsekwencji zamknięcie dziś jeszcze rentownych, ale po opodatkowaniu już zdecydowanie deficytowych obiektów górniczych, np. kopalni Lubin. Będzie to miało katastrofalne skutki, gdyż zwiększy się wskaźnik bezrobocia w regionie, oraz implikacje z tym związane. Stąd protest NSZZ Solidarność jest uzasadniony.

Poza tym KGHM stanie się po prostu mniejszą firmą, mającą mniejszy udział w globalnym rynku. Proponowane opodatkowanie poprzez zmiany kryteriów bilansowości i zamknięcie jednej z kopalni, spowoduje w znacznym stopniu bezpowrotną utratę części skarbu narodowego, jakim są właśnie złoża miedzi i srebra oraz innych cennych metali towarzyszących. Opodatkujemy miedź i srebro, ale także stracimy złoto, niezwykle cenne metale ziem rzadkich, a być może nawet złoża soli kamiennej. Rzecz jasna, nie będzie realnych szans powrotu do eksploatacji tych części złóż, nawet po zaniechaniu podatku, o którym mowa. To są miliardy złotych pozostawione na zawsze w ziemi. Postępowanie to jest niezgodne z zasadami zrównoważonego rozwoju i jest przeciw konstytucyjnym zapisom, dotyczącym ochrony środowiska.

Nie zdziwiłbym się, gdyby NIK dopatrzył się niegospodarności ze strony ministrów finansów, skarbu, gospodarki i środowiska. Ostatecznie straty będą większe niż doraźne zyski – tak jak to miało miejsce przy wspomnianej wyżej sprzedaży 10 proc. akcji KGHM. To prawda, że KHGM notuje rekordowe zyski netto, ale te powinny być przeznaczone w szczególności na wykup własnych akcji, co naprawiłoby częściowo błąd rządu PO-PSL w tym zakresie. Ważnym efektem projektowanego opodatkowania będzie dramatyczne ograniczenie możliwości inwestowania przez KGHM w nowe technologie i nowe złoża poza granicami Polski..


Rysunek ideowy pokazujący kurczenie się złoża przy kolejnym (1, 2, 3, 4) wzroście obciążeń fiskalnych.



Podatek od „surowej” kopaliny powoduje taki sam wzrost kosztów wydobycia, jak pogorszenie się warunków geologicznych. Opłaca się wydobywać tylko lepsze części złoża – reszta ulega wykreśleniu z ewidencji zasobów, czyli stracie, łącznie z infrastrukturą i zasobami ludzkimi, w które zainwestowano. Gorsze części złoża przestają istnieć, kopalnia jest likwidowana, spada przychód z podatków i opłat itd.

Trzeba być gotowym na gorszą koniunkturę

Pamiętać należy, że prosperita, jakiej doświadcza dziś produkcja miedzi, nie będzie trwała zawsze. Przecież 10 lat temu miedź była około siedem razy tańsza i „wojna” o zamykanie kopalni wisiała na włosku. „Jeśli chcesz pokoju, szykuj się na wojnę.” mówił Arystokles, zwany Platonem, 2,5 tys. lat temu – nic się do tego czasu nie zmieniło. Trzeba być gotowym na gorszą koniunkturę i dywersyfikować oparcie biznesowe, pozwalać wzmacniać działy, które są dziś w dołku. Popełniono ogromny błąd likwidując górnictwo siarki w Polsce, bo cena siarki spadła do 27 dol. za tonę, osiągając, jak się wtedy wydawało rządom Unii Wolności i SLD, permanentne plato. Nic bardziej mylnego. Trzy lata temu cena siarki skoczyła do ponad 600 dol., a my nie dość, że nie mamy już kopalni, że część złóż zniszczono bezpowrotnie, to do dziś nasz budżet jest obciążany likwidacją tych kopalni. Gdyby przeorganizowano odpowiednio państwo w zakresie działalności geologiczno-górniczej, to teraz okolice Tarnobrzega, Stalowej Woli, Sandomierza i Opatowa byłyby jednymi z najbogatszych regionów Europy.

To samo zrobiono z częścią kopalni węgla kamiennego za rządów AWS, premiera Jerzego Buzka, czy SLD. Dziś węgiel jest trzy razy droży niż kilka lat temu, my go importujemy, a niemal za darmo eksploatują go obce podmioty. Koalicja rządowa wcisnęła na ostatnim posiedzeniu Sejmu zeszłej kadencji nowelizację ustawy o podatku akcyzowym w pakiecie tzw. redukcji niektórych obowiązków obywateli i przedsiębiorców. Cóż, jeszcze jedna taka redukcja obowiązków i górnictwo węgla w Polsce będzie można oglądać tylko na fotografiach, albo w kopalni Guido (muzeum). Po wejściu w życie owych regulacji można było węgiel wydobywać nadal, ale nie dało się go sprzedawać. Brak aktów wykonawczych (pojawiły się 29 grudnia) spowodował, że przewidywane wpływy do budżetu w kwocie 140 mln zł/rok kosztowały podatników więcej już w pierwszym tygodniu stycznia. Dziwnym trafem zbiegło się to z brakiem aktów wykonawczych do nowego Prawa geologicznego i górniczego, jakie zaczęło obowiązywać od 1 stycznia 2012.

Niewykorzystane rozwiązania


Geologia i górnictwo to planowanie długofalowe, np. na 20 lat. Potrzeba 10 lat, aby uruchomiona została kopalnia – przykład Tomisławic, gdzie wydałem w 2007 r. (z dużymi problemami) chyba ostatnią koncesje na eksploatację węgla. Mimo intensywnych prac do dziś eksploatacji nie ma i jeszcze długo nie będzie. Albo się myśli długofalowo, albo nie. Gdyby się przyjrzeć dokonaniom rządów koalicji PO-PSL, widać, że idea górnictwa jako szansy na rozwój gospodarczy Polski, jako najbardziej surowcowego kraju UE, nie istnieje. Donald Tusk odrzuca tę szanse, oddając w obce ręce koncesje na węgiel kamienny, cynk i ołów, miedź, srebro, złoto, metale ziem rzadkich o wartościach strategicznych, gaz w łupkach. Rzecz jasna można tak robić, a czasem nawet należy, ze względu na przerzucenie ryzyka poza rodzime podmioty, bariery finansowo-technologiczne, ale na godziwych warunkach i pełnej kontroli realizacji koncesji przez państwo. Tymczasem, premier wyrzuca do kosza wcześniej przygotowane (2006-2007) rozwiązania organizacyjne i prawne Polski w zakresie geologii i górnictwa (służba geologiczna, organy doradczo-kontrolne, administracja geologiczną niższego szczebla, inwestycje w zaplecze technologiczne i know-how, wsparcie dla geotermii, budowa statku poszukiwawczo-eksploatacyjnego do złóż metali i gazu na dnach oceanów, itd.).

Intencyjna niekompetencja?


Jakby tego było mało, rząd PO-PSL zadbał o brak wpływów z działalności geologiczno-górniczej, wtłaczając jeszcze żenująco niskie opłaty eksploatacyjne, których zmiana może być albo bardzo długotrwała albo niemożliwa. Otworzyło to drogę do niekontrolowanego lobbingu i korupcji. Patrząc przez pryzmat geologii czasem podejrzewam, że rząd zachowuje się, jakby świadomie niszczył polskie atuty ogromnego bogactwa struktur geologicznych. To zwykle rozbójnictwo. Jeśli w Europie górnictwo jest takie złe, to skąd dobrobyt i brak kryzysu w Norwegii czy Szwecji? Dlaczego Niemcy, główny producent ciężkiego sprzętu górniczego w Europie, maja się dobrze? U nas ten przemysł został zredukowany i jest redukowany. Zasadniczą przyczyną jest brak organizacji państwa. Ale dlaczego tak jest? Jakie są motywy takiego działania? Jaka jest wola i rozumienie związków przyczynowo-skutkowych? Czy podatek od rud miedzi i srebra wpisuje się w jakiś długofalowy scenariusz? Jest to intencja czy zwykła niekompetencja, może intencyjna niekompetencja?

Lawina pytań


Zdając sobie sprawę z tragicznego stanu finansów państwa, byłem nawet skłonny poprzeć decyzję rządu. Mój opór wzmogły jednak jeszcze niejasne, sprzeczne deklaracje koalicji rządowej dotyczące dywidendy, gdy ustawa zostanie uchwalona. Co miał na myśli podsekretarz stanu, pan Grabowski, mówiąc, że nie zmieni się polityka pobierania dywidendy – tzn. że ona nadal będzie tak wysoka jak dotychczas? Tego firma nie wytrzyma.

Poznając detale projektu ustawy pierwsze wrażenie jest takie, że pisał to księgowy a nie gospodarz. Stąd rodzi się pytanie, w jak tragicznej sytuacji finansowej jest Skarb Państwa, że rząd chce wprowadzić taki właśnie podatek i to w tak nagłym, jak na perspektywę geologiczno-górniczą, trybie i w takiej formie? Czy projekt ustawy był przygotowany w uzgodnieniu i konsultacji ze specjalistami z zakresu geologii i górnictwa kruszców? Dlaczego podatek od kopalin nie dotyczy gotowego produktu, w którym uwzględniane są różne koszty produkcji, wynikające z warunków geologicznych? Czy przeprowadzona, jak bezwzględnie należy oczekiwać, wielostronna analiza ekonomiczna opodatkowania obejmowała efekty długofalowe dla KGHM Polska Miedź S.A, dla regionu i dla Rzeczypospolitej Polskiej? Czy rozpatrywane były, i jakie były, ewentualne wnioski dotyczące potencjalnych efektów rzutujących na wiarygodność inwestycyjną Rzeczypospolitej Polskiej, jej pozycję w gospodarce globalnej, wpływ na rating itd.? To wszystko ma wymierny wpływ na koszty i zyskowność funkcjonowania państwa – wielokrotnie przewyższające księgową wartość opodatkowania. Do powyższego dochodzą koszty społeczne. Czy rozpatrywane były, i jakie były ewentualne wnioski, dotyczące potencjalnych zwolnień pracowników KGHM – skutki bezpośrednie i implikowane w zakresie społecznym, socjalnym, itd.? Jeden górnik implikuje 5 może 10 miejsc pracy. Regres w inwestycje w regionie to jedno, ale przecież spadek wpływów CIT spowoduje w skali wielolecia upadek wielu firm budowlanych w regionie. Wszystko to obniży wartość ziemi na Dolnym Śląsku. Kto na tym zyska? Tego w uzasadnieniu i ocenie skutków regulacji nie ma co szukać. Powraca więc pytanie o cel ustawy, intencje i kompetencje.

Państwo to PO-PSL

Alternatywne rozwiązania stwarza nowe Prawo geologiczne i górnicze, choć nie tak łatwo jak poprzednie przepisy. Mimo to pytaniem retorycznym nie jest to, dlaczego nie wprowadzono podwyższonej opłaty eksploatacyjnej ujętej w Prawie geologicznym i górniczym z dołożeniem jednej składowej, dotyczącej wpływów do Skarbu Państwa. Prawo geologiczne jest właściwym miejscem na tego typu rozwiązania tyle, że rząd przyznałby się, że uchwalił najgorszy chyba bubel prawny w trakcie swojej działalności 2007-2011, a każde dotknięcie Pgg uruchomiłoby lawinę koniecznych zmian. Poza tym wzrost opłaty eksploatacyjnej nie mógłby być w najmniejszym stopniu tak znaczący, jak projektowany podatek. Jeśli rząd ma tak wielką odwagę i poparcie społeczne jak Donald Tusk, to dlaczego nie obniży pensji w KGHM, które są zaskakująco wysoką wielokrotnością średniego wynagrodzenia w Polsce. Rzecz jasna rząd tego nie zrobi, bo boi się zadymy i siły wszystkich związków zawodowych, z którymi niewiele go łączy. Łatwiej wstawić uwsteczniający podatek w podmiocie częściowo państwowym, bo państwo nie ma głosu. Państwo nie „podskoczy”, bo państwo tego chce – bo państwo to PO-PSL. Jeśli jednak rząd stać na „odważny” krok, jakim jest ustawa o opodatkowaniu, to mając kontrolę nad radą nadzorczą i walnym zgromadzeniem akcjonariuszy, minister skarbu powinien zaproponować przekazanie, np. 3 mld zł na darowiznę na cele wyższej użyteczności publicznej, np. wybudowanie dla potrzeby KGHM elektrowni wodnej z zaporą zapobiegającą powodziom na Dolnym Śląsku. Ta możliwość miałaby częściowo uzasadnienie ekonomiczne dla KGHM, bo ten jest potężnym odbiorcą energii, ma problemy z gospodarką wodną i potrzebuje zezwoleń na emisję, które elektrownia wodna zapewnia. Nie trzeba daleko szukać, żeby wskazać, gdzie KGHM miałby przejąć najbardziej zawalone przez rząd obowiązki państwa. Darowizna taka bowiem odciążyłaby Skarb Państwa i miałaby wszelkie deklarowane przez ministra finansów zalety podatku, ale nie miałaby charakteru permanentnego i bezpośrednio nie rzutowałaby na koszty wydobycia rud miedzi i srebra. Nie sądzę, aby opozycja oprotestowała dobrze uzasadnione rozwiązanie, ale też nie sądzę, aby rząd takich rozwiązań chciał. Czego zatem chce obecny rząd od działalności geologiczno-górniczej? Jakie ma intencje i plany?


Prof. Mariusz-Orion Jędrysek
poseł na sejm VII kadencji, członek Klubu Parlamentarnego „Solidarna Polska”







czytaj także
Diabeł tkwi w szczegółach



Notowania KGHM
  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl nk.pl blip.pl twitter.com

Komentarze

   → Zobacz wszystkie

Najnowsze

Dodaj komentarz

biznes