Inwestycje.pl

« Powrót

Dlaczego w przyszłości otrzymamy dużo niższe emerytury niż obecni emeryci?

Podczas niedawnej dyskusji o konieczności wydłużenia wieku emerytalnego, padały nie tylko „kasandryczne” liczby, wieszczące drastyczne obniżenie świadczeń wypłacanych z systemu obowiązkowego, ale też niezrozumiałe dla nas określenia, takie jak na przykład system emerytalny o zdefiniowanej składce.

Wyjaśnijmy, że w przypadku zdefiniowanej składki - emerytura zależy od sumy wniesionych przez nas składek w całym okresie kariery zawodowej. Stąd właśnie jej nazwa. Wiemy, ile wpłaciliśmy składek do systemu – natomiast nie wiemy, jaka będzie konkretnie nasza przyszła emerytura, choć z pewnością będzie ona związana z wysokością dokonanych wpłat. Dla porównania, osoby urodzone przed 1 stycznia 1948 obowiązuje „stary” system o zdefiniowanym świadczeniu, w którym emerytura zależy od zarobków z wybranego 10-letniego okresu (od najwyższych zarobków), a także od  stażu pracy i tzw. lat nieskładkowych.

Dlaczego system o zdefiniowanej składce zaoferuje nam niższą emeryturę w relacji do zarobków niż system o zdefiniowanym świadczeniu, i to pomimo podniesienia wieku emerytalnego?

Po pierwsze dlatego, że liczy się poziom zarobków otrzymywanych przez cały okres kariery zawodowej, także na samym jej początku, kiedy zazwyczaj są one bardzo niskie. Przypuśćmy, że w wieku 25 lat wykonujemy pracę z wynagrodzeniem 2 000 zł brutto - składka emerytalna na I i II filar wyniesie w zaokrągleniu 400 zł (19,52%). W systemie o zdefiniowanym świadczeniu nasze pierwsze, niskie zarobki nie miały żadnego wpływu na wysokość emerytury!

Przyszła emerytura zależy także od tego jak długo będziemy opłacali składki – im dłużej, tym większą sumę odłożymy. W starym zaś systemie dostawaliśmy dodatkowe bonusy za tzw. okresy nieskładkowe – na przykład za lata studiów.
Ważne jest również tempo wzrostu zarobków, bo przyczyni się do wnoszenia wyższych składek, ale obniży emeryturę obliczaną w stosunku do zarobków (tzw. stopą zastąpienia). W starym systemie wysoki wzrost zarobków był korzystny dla wysokości emerytury obliczanej w stosunku do zarobków, ponieważ emerytura była obliczana na podstawie najwyższych dochodów – np. osiąganych w ciągu ostatnich 10 lat kariery.

Przejdźmy teraz do symulacji.

Jeżeli nasze początkowe zarobki w kwocie 2 000 zł będą rosły średniorocznie 3% ponad poziom inflacji, to kończąc karierę zawodową w wieku 65 lat (po 40 latach opłacania składek) możemy odłożyć ponad 360 tysięcy zł. Pieniądze te nie leżą biernie na kontach emerytalnych – w takiej sytuacji traciłyby nie tylko na sile nabywczej, ale także w relacji do pensji wynoszącej w momencie przejścia emeryturę aż 6 500 zł – o sile nabywczej ponad 3 razy wyższej od początkowego wynagrodzenia! Gdyby wzrost wartości składek odpowiadał wzrostowi wynagrodzenia - czyli wyniósł 3% rocznie ponad inflację, to odłożone 360 tysięcy miałoby po 40 latach prawie dwukrotnie wyższą wartość: 620 tysięcy zł. Przy tempie wzrostu niższym - 2% ponad inflację, odłożona kwota wzrosłaby do 515 tysięcy zł.
Z tej prostej symulacji widać, że emerytura wypłacana z systemu o zdefiniowanej składce zależy nie tylko od sumy wniesionych na nasze konta składek, ale także od tempa, w jakim te składki będą zwiększały swoją wartość. W przypadku wzrostu wartości o 3% rocznie mielibyśmy 620 tysięcy na obu kontach, a przy wzroście o jeden punkt procentowy niższym – 2%, aż o 105 tysięcy mniej, czyli 515 tysięcy złotych.

W tym miejscu możemy przejść do kolejnego czynnika mającego wpływ na wysokość emerytury, czyli zakładanego okresu wypłat. Posiadana kwota jest dzielona przez tzw. średnie trwanie życia osób w wieku 65 (w jakim przechodzimy na emeryturę), oczywiście wyrażone w miesiącach. Jeżeli za 40 lat średnie trwanie życia osoby wówczas 65-letniej (brana jest pod uwagę średnia dla obu płci) wyniesie 20 lat, to dzieląc zgromadzoną kwotę na 244 wypłaty statystyczne, otrzymamy emeryturę w wysokości około 2 600 zł (przy 3% tempie wzrostu wartości składek) i 2 140 zł (przy dwóch procentach rocznego wzrostu).

Odnieśmy jeszcze emeryturę do ostatnich zarobków, które w założonej symulacji wyniosą 6 500 zł. Gdyby wartość składek rosła w takim samym tempie jak nasze zarobki (3% rocznie), to emerytura będzie stanowiła 40% ostatniego wynagrodzenia, przy wolniejszym wzroście wartości składek (2%) jedynie 33% ostatniej pensji.
Z tych ostatnich symulacji można wyciągnąć jeden niezwykle dla nas ważny wniosek: emerytura definiowana składką zależy zarówno od sumy wniesionych składek, jak i od tego, w jakim tempie będzie rosła ich wartość na kontach emerytalnych. Bardziej adekwatnym określeniem nowego systemu byłoby wskazanie na te dwa czynniki, czyli emerytura definiowana składką oraz tempem wzrostu ich wartości.

Przy okazji zakończonej już dyskusji na temat konieczności wydłużenia wieku emerytalnego pojawiła się prognoza mówiąca o tym, że przy przechodzeniu na emeryturę w wieku 65 lat, otrzymamy emeryturę stanowiącą jedynie 30-35% ostatnich zarobków, czyli odpowiadającą sytuacji, w której tempo wzrostu składek byłoby niższe od wzrostu naszego wynagrodzenia.

Czy taki wariant jest najbardziej prawdopodobny i z tego właśnie powodu podawany w rządowych symulacjach? A może to tylko podawanie argumentów, abyśmy łatwiej pogodzili się z dłuższą pracą?

Odpowiedź znajdziemy w przepisach określających tempo wzrostu składek zapisywanych na koncie w I filarze, na które trafia aż 2/3 naszych wpłat (12,22% z 19,52%). Składki, jakie tam wnosimy, są od razu wypłacane przez ZUS dzisiejszym emerytom. Nie ma na nich żadnych pieniędzy, realnych aktywów finansowych, które mogłyby być inwestowane i pomnażane. ZUS prowadzi jedynie „zapisy” i mamy też określoną w przepisach stopę wzrostu wartości tych zapisów, czyli tzw. stopę waloryzacji. Oczywiście w tym momencie powstaje pytanie: Czy stopa waloryzacji będzie odpowiadała wzrostowi mojego wynagrodzenia? Czyli inaczej - jaka jest szansa na 40-procentową stopę zastąpienia?

Jeżeli spełnią się prognozy demograficzne zakładające, że liczba płatników składek spadnie aż o 5 milionów w okresie najbliższych 30 lat (czyli o około 25-30%), to stopa waloryzacji będzie niższa od wzrostu naszych wynagrodzeń; zależy ona bowiem nie tylko od wynagrodzeń średnich, ale także od tego, ile osób będzie opłacało składki.

W efekcie, jeżeli zarobki średnie będą rosły w tempie 3% ponad inflację, a jednocześnie liczba płatników składek spadnie o 1/3, to waloryzacja zapisów w I filarze będzie niższa – wyniesie około 2%, co może skutkować stopą zastąpienia nie wyższą niż 33% ostatnich zarobków. I to pod warunkiem nieprzerwanego opłacania składek przez okres 40 lat!

Podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat, w tym przypadku wydłużenie okresu opłacania składek o 2 lata, a także skrócenie zakładanego okresu wypłat (z zakładanych 20 lat w wieku 65 do około 16-17 – nie wiemy jaka będzie w przyszłości średnia długość życia), według szacunków ekspertów, może dać nam premię w postaci emerytury wyższej o około 8-10% za każdy dodatkowy rok pracy. W najlepszym wypadku stopa zastąpienia, czyli emerytura wypłacana z I i II filara w wieku 67 lat będzie stanowiła około połowy naszej ostatniej pensji, oczywiście pod warunkiem, że przez całe 42 lata kariery zawodowej nie będziemy pozostawiali okresowo bez pracy. 

Z powyższych bardzo uproszczonych symulacji wynika, że podniesienie wieku emerytalnego do 67 było koniecznością, ale w żaden sposób nie rozwiązało problemu niskich świadczeń emerytalnych. Być może jedynie zapobiegło sytuacji, w której groziłyby nam emerytury głodowe. Aby otrzymywać na emeryturze więcej niż połowę ostatnich zarobków, musimy po prostu posiadać dodatkowe oszczędności, skutecznie je pomnażać i korzystać z ulg i zachęt podatkowych. A są one dostępne – np. dla oszczędzających na Indywidualnym Koncie Emerytalnym i Indywidualnym Koncie Zabezpieczenia Emerytalnego. Nie można też zapominać o Pracowniczych Programach Emerytalnych – jeśli nasz pracodawca prowadzi PPE powinniśmy jak najszybciej do Programu przystąpić. Jeśli PPE w naszym zakładzie pracy nie ma – warto zainteresować pracodawcę jego utworzeniem.


Agnieszka Łukawska
Legg Mason Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

ni