Produkty strukturyzowane, chociaż ciągle są stosunkowo nową grupą instrumentów finansowych, zdobyły już uznanie na rynkach niemieckich, austriackich i francuskich. Podobno proste rozwiązania są najlepsze, dlatego też warto przyjrzeć się bliżej należącym do struktur warrantom Delta-1, czyli tak zwanym certyfikatom partycypacyjnym. Tym bardziej, że ich oferta na polskim rynku jest coraz bogatsza.
Co kryje się za pojęciem liniowe certyfikaty strukturyzowane? Są to produkty emitowane najczęściej przez banki, np. PNB Paribas, Raiffeisen czy UniCredit, które pozwalają na inwestycje w wybrane klasy produktów: zaczynając od walut, poprzez pojedyncze akcje, indeksy i koszyki akcji, na surowcach kończąc. Chociaż są często mylnie łączone z certyfikatami funduszy inwestycyjnych i przyrównywane do nich, mają z nimi niewiele wspólnego.
Proste, bo liniowe
Mechanizm kupna i sprzedaży liniowych certyfikatów strukturyzowanych jest identyczny jak w przypadku akcji. Posiadacz certyfikatu partycypuje w zmianie ceny wybranego instrumentu bazowego w stosunku 1:1, jednakże w wymiarze określonym przez tzw. wskaźnik subskrypcji (mnożnik). Przykładowo, jeśli wskaźnik ten dla certyfikatu na BELEX wynosi 1:100, 100 certyfikatów odpowiada wartości indeksu w danym dniu. W przeciwieństwie do certyfikatów bonusowych, dyskontowych, czy ekspresowych, konstrukcja liniowych warrantów jest dosyć prosta, gdyż nie występują w niej dodatkowe opcje typu bariera czy cap. Również struktura kosztów jest przejrzysta. Zwykle inwestor ponosi jedynie koszt równy spreadowi. Przy bardziej skomplikowanych instrumentach bazowych naliczana jest dodatkowo opłata za zarządzanie, która wyrażona jest jako procent wartości certyfikatu.
Ocean of Liquidity (Morze płynności)
Certyfikaty inwestycyjne są odpowiednie zarówno dla inwestorów indywidualnych, jak i korporacyjnych. Jednak to przede wszystkim pośród tych pierwszych cieszą się one coraz większą popularnością, ponieważ umożliwiają inwestycje w instrumenty bazowe, które do tej pory były dostępne tylko przy zaangażowaniu znaczącego kapitału. Te dostępne na warszawskim parkiecie notowane są na poziomie od kilku do kilkuset złotych, więc przy odrobinie chęci nawet studencki budżet jest w stanie znieść koszt stawiania pierwszych kroków na rynku kapitałowym. Zaletą certyfikatów jest również stopień elastyczności, jaki oferują te produkty. Inwestor, w zależności od indywidualnej oceny sytuacji rynkowej, może z łatwością wprowadzić w życie praktycznie każdą strategię inwestycyjną. W palecie dostępnych certyfikatów znajdują się bowiem zarówno warranty typu short zapewniające zyski przy spadających kursach, jak i te powiązane z rozmaitymi funduszami hedgingowymi czy private equity. Tak więc nawet najbardziej egzotyczne inwestycje, np. w rumuńską energetykę czy też w koszyk "sin stocks" są dostępne dla przeciętnego inwestora indywidualnego. Ponadto certyfikaty są instrumentami o nieograniczonej płynności, ponieważ ich emitenci pełnią równocześnie rolę animatorów rynku. Godziny handlu są znacznie dłuższe niż tradycyjny obrót giełdowy i trwają zwykle od 9.00 do 20.00, a w przypadku niektórych banków nawet do 22.00.
Nothing is perfect in this world (Gdzie czai się ryzko)
Inwestycja w certyfikaty niesie ze sobą pewne ryzyka, z którymi koniecznie należy się zapoznać przed zajęciem pozycji. Po pierwsze, w odróżnieniu od jednostek funduszy inwestycyjnych, certyfikaty są papierami dłużnymi emitenta, są więc obarczone ryzykiem kredytowym. I choć szacunkowe ryzyko plajty któregokolwiek z głównych graczy jest stosunkowo niskie, nie da się go całkowicie wykluczyć. Nie należy też zapominać, że partycypacja 1:1 dotyczy nie tylko potencjalnych zysków lecz, w przypadku tracącego na wartości instrumentu bazowego, również potencjalnych strat. Przy inwestycji w indeksy lub akcje notowane w walucie obcej, wartość certyfikatu zależy dodatkowo od kursu walutowego. Ryzyka jego wahań można uniknąć, inwestując wyłącznie w instrumenty typu QUANTO, z wbudowanym mechanizmem hedgu walutowego. Jednak zabezpieczenie tego typu jest oczywiście związane z wyższymi opłatami pobieranymi przez emitenta.
Spoilt for choice (Trudna sztuka wyboru)
Polski rynek certyfikatów strukturyzowanych przeżywa w tym roku istny renesans. I chociaż konkurencja z rynkiem niemieckim raczej nie wchodzi w grę, ponieważ w kraju naszych zachodnich sąsiadów tradycja inwestowania w tego typu instrumenty jest znacznie dłuższa i tym samym mocniej zakorzeniona, powoli zmierzamy w dobrym kierunku. Pierwszy raz o względy polskich inwestorów walczyły w 2007 roku UniCredit oraz Raiffeisen Centrobank. Wtedy to na warszawskiej giełdzie zadebiutowało 8 produktów liniowych na wiodące indeksy krajów Europy Środkowej i Wschodniej, m.in. na WIG20, ukraiński PFTS, rumuński ROTX, serbski Belex, a następnie kolejnych 11 skoncentrowanych na surowcach, m.in. ropie naftowej, metalach szlachetnych, cukrze, kakao.
Obecnie grupa emitentów produktów strukturyzowanych notowanych na rynku równoległym Głównego Rynku GPW powiększyła się do pięciu. Należą do niej: BNP Paribas, Deutsche Bank, ERSTE Bank, Raiffeisen Centrobank oraz UniCredit. Szeroka paleta warrantów umożliwia inwestorom wybór spośród certyfikatów wszelkich typów i na przeróżne walory. Jeśli chodzi o certyfikaty opcyjne oraz bonusowe i dyskontowe, prym wiedzie Raiffeisen Centrobank, który w lipcu tego roku powiększył swoją dotychczasową ofertę o 117 dodatkowych warrantów. Jednak konkurencja nie śpi. W tym miesiącu na warszawski parkiet mają trafić kolejne 33 produkty, tym razem emitowane przez UniCredit. Włoski gigant stanie się tym samym największym oferentem liniowych certyfikatów strukturyzowanych w Warszawie.
Co kryje się za pojęciem liniowe certyfikaty strukturyzowane? Są to produkty emitowane najczęściej przez banki, np. PNB Paribas, Raiffeisen czy UniCredit, które pozwalają na inwestycje w wybrane klasy produktów: zaczynając od walut, poprzez pojedyncze akcje, indeksy i koszyki akcji, na surowcach kończąc. Chociaż są często mylnie łączone z certyfikatami funduszy inwestycyjnych i przyrównywane do nich, mają z nimi niewiele wspólnego.
Proste, bo liniowe
Mechanizm kupna i sprzedaży liniowych certyfikatów strukturyzowanych jest identyczny jak w przypadku akcji. Posiadacz certyfikatu partycypuje w zmianie ceny wybranego instrumentu bazowego w stosunku 1:1, jednakże w wymiarze określonym przez tzw. wskaźnik subskrypcji (mnożnik). Przykładowo, jeśli wskaźnik ten dla certyfikatu na BELEX wynosi 1:100, 100 certyfikatów odpowiada wartości indeksu w danym dniu. W przeciwieństwie do certyfikatów bonusowych, dyskontowych, czy ekspresowych, konstrukcja liniowych warrantów jest dosyć prosta, gdyż nie występują w niej dodatkowe opcje typu bariera czy cap. Również struktura kosztów jest przejrzysta. Zwykle inwestor ponosi jedynie koszt równy spreadowi. Przy bardziej skomplikowanych instrumentach bazowych naliczana jest dodatkowo opłata za zarządzanie, która wyrażona jest jako procent wartości certyfikatu.
Ocean of Liquidity (Morze płynności)
Certyfikaty inwestycyjne są odpowiednie zarówno dla inwestorów indywidualnych, jak i korporacyjnych. Jednak to przede wszystkim pośród tych pierwszych cieszą się one coraz większą popularnością, ponieważ umożliwiają inwestycje w instrumenty bazowe, które do tej pory były dostępne tylko przy zaangażowaniu znaczącego kapitału. Te dostępne na warszawskim parkiecie notowane są na poziomie od kilku do kilkuset złotych, więc przy odrobinie chęci nawet studencki budżet jest w stanie znieść koszt stawiania pierwszych kroków na rynku kapitałowym. Zaletą certyfikatów jest również stopień elastyczności, jaki oferują te produkty. Inwestor, w zależności od indywidualnej oceny sytuacji rynkowej, może z łatwością wprowadzić w życie praktycznie każdą strategię inwestycyjną. W palecie dostępnych certyfikatów znajdują się bowiem zarówno warranty typu short zapewniające zyski przy spadających kursach, jak i te powiązane z rozmaitymi funduszami hedgingowymi czy private equity. Tak więc nawet najbardziej egzotyczne inwestycje, np. w rumuńską energetykę czy też w koszyk "sin stocks" są dostępne dla przeciętnego inwestora indywidualnego. Ponadto certyfikaty są instrumentami o nieograniczonej płynności, ponieważ ich emitenci pełnią równocześnie rolę animatorów rynku. Godziny handlu są znacznie dłuższe niż tradycyjny obrót giełdowy i trwają zwykle od 9.00 do 20.00, a w przypadku niektórych banków nawet do 22.00.
Nothing is perfect in this world (Gdzie czai się ryzko)
Inwestycja w certyfikaty niesie ze sobą pewne ryzyka, z którymi koniecznie należy się zapoznać przed zajęciem pozycji. Po pierwsze, w odróżnieniu od jednostek funduszy inwestycyjnych, certyfikaty są papierami dłużnymi emitenta, są więc obarczone ryzykiem kredytowym. I choć szacunkowe ryzyko plajty któregokolwiek z głównych graczy jest stosunkowo niskie, nie da się go całkowicie wykluczyć. Nie należy też zapominać, że partycypacja 1:1 dotyczy nie tylko potencjalnych zysków lecz, w przypadku tracącego na wartości instrumentu bazowego, również potencjalnych strat. Przy inwestycji w indeksy lub akcje notowane w walucie obcej, wartość certyfikatu zależy dodatkowo od kursu walutowego. Ryzyka jego wahań można uniknąć, inwestując wyłącznie w instrumenty typu QUANTO, z wbudowanym mechanizmem hedgu walutowego. Jednak zabezpieczenie tego typu jest oczywiście związane z wyższymi opłatami pobieranymi przez emitenta.
Spoilt for choice (Trudna sztuka wyboru)
Polski rynek certyfikatów strukturyzowanych przeżywa w tym roku istny renesans. I chociaż konkurencja z rynkiem niemieckim raczej nie wchodzi w grę, ponieważ w kraju naszych zachodnich sąsiadów tradycja inwestowania w tego typu instrumenty jest znacznie dłuższa i tym samym mocniej zakorzeniona, powoli zmierzamy w dobrym kierunku. Pierwszy raz o względy polskich inwestorów walczyły w 2007 roku UniCredit oraz Raiffeisen Centrobank. Wtedy to na warszawskiej giełdzie zadebiutowało 8 produktów liniowych na wiodące indeksy krajów Europy Środkowej i Wschodniej, m.in. na WIG20, ukraiński PFTS, rumuński ROTX, serbski Belex, a następnie kolejnych 11 skoncentrowanych na surowcach, m.in. ropie naftowej, metalach szlachetnych, cukrze, kakao.
Obecnie grupa emitentów produktów strukturyzowanych notowanych na rynku równoległym Głównego Rynku GPW powiększyła się do pięciu. Należą do niej: BNP Paribas, Deutsche Bank, ERSTE Bank, Raiffeisen Centrobank oraz UniCredit. Szeroka paleta warrantów umożliwia inwestorom wybór spośród certyfikatów wszelkich typów i na przeróżne walory. Jeśli chodzi o certyfikaty opcyjne oraz bonusowe i dyskontowe, prym wiedzie Raiffeisen Centrobank, który w lipcu tego roku powiększył swoją dotychczasową ofertę o 117 dodatkowych warrantów. Jednak konkurencja nie śpi. W tym miesiącu na warszawski parkiet mają trafić kolejne 33 produkty, tym razem emitowane przez UniCredit. Włoski gigant stanie się tym samym największym oferentem liniowych certyfikatów strukturyzowanych w Warszawie.
Iwona Bochniak
TREND
kk

