Mimo kryzysu, od maja zeszłego roku obserwujemy narastające zainteresowanie giełdą ze strony serwisów internetowych. Na parkiecie do społecznościowego LinkedIn dołączyło internetowe radio Pandora, a następnie serwis zakupów grupowych Groupon i Zynga specjalizująca się w sieciowych grach (tej ostatniej udało się niemal dorównać pod względem zysku debiutowi Google).
Teraz, według doniesień "Wall Street Journal", na parkiet wkroczy również serwis społecznościowy Facebook. Gwarantem emisji będzie Morgan Stanley, a swojej pomocy użyczy również Goldman Sachs. Jak podają analitycy, banki dostaną honorarium w wysokości zaledwie 1 proc. wartości transakcji (zazwyczaj jest to ok. 7 proc.). Spowodowane jest to bardzo wysoką wyceną portalu – ok. 75-100 mld dolarów. Facebook ma zamiar sprzedać tylko część udziałów o wartości ok. 10 mld dolarów.
Nie trudno domyślić się przyczyn decyzji o debiucie. Minęło już 8 lat od założenia Facebooka, a jego popularność nieustannie rośnie. Trudno oszacować dokładne dochody portalu, ale wiadomo, że może on pochwalić się 800 milionami użytkowników i ponad 3 tysiącami zatrudnionych. Firma planuje również rozszerzenie działalności i umożliwienie użytkownikom portalu słuchania muzyki, oglądania wideo i kupowania produktów za pośrednictwem Facebooka.
Jeśli pogłoski o jutrzejszym złożeniu dokumentów się potwierdzą, to za trzy – cztery miesiące (tyle zazwyczaj trwa rozpatrzenie takiego wniosku), czyli w maju, możemy mieć do czynienia z jednym z największych debiutów w historii branży internetowej. Niepokój analityków budzi jednak niestabilność zysków tego typu spółek. Nie sprzedają one bowiem fizycznych produktów – ich źródłem przychodów są reklamy. Czy czeka nas podobne do tego sprzed dekady pęknięcie bańki internetowe?
Oprac. Katarzyna Kowalczyk
Inwestycje.pl
czytaj także TUTAJ

