Obietnice przeszłości

25.06.2010 10:26  Sztuka
Obietnice przeszłości
Paryż
Centrum Pompidou
wystawa: Obietnice przeszłości, 1950-2010. Przerwana historia sztuki w byłej Europie Wschodniej
14 kwietnia – 19 lipca 2010 r.


Rozmowa z Christine Macel, kuratorką w Muzeum Narodowym Sztuki Nowoczesnej Centrum Pompidou, współkomisarzem wystawy Obietnice przeszłości.


Ewa Izabela Nowak: Pracuje pani jako kuratorka w Muzeum Narodowym Sztuki Nowoczesnej Centrum Pompidou. Specjalizuje się pani w sztuce współczesnej i zna dobrze zachodnią scenę artystyczną. W jakim momencie zainteresowała się pani sztuką byłej Europy Wschodniej?

Christine Macel: Interesuję się artystami, a nie pewną sceną artystyczną. Wydaje mi się, że uproszczeniem jest mówienie o sztuce w kategoriach jakiejś specyficznej przynależności. Tak złożyło się, że zainteresowałam się twórczością Pawła Althamera. Dlatego, że jest dobrym artystą, a nie dlatego, że jest Polakiem.
 

E.I.N.: Pojechała pani do Polski do Pawła Althamera i za jego pośrednictwem poznała Joannę Mytkowską. Czym zaowocowało to spotkanie?

Ch.M.: Szukałam osoby, z którą mogłabym współpracować. Kiedy spotkałam Joannę Mytkowską byłam pewna, że jest to osoba spełniająca moje oczekiwania. Niestety, musiałam poświęcić sporo czasu, aby nakłonić ją na wyjazd do Francji. Trwało to prawie rok. Musiałam rzeczywiście naciskać, aby przyjechała. Początkowo nie była gotowa do wyjazdu.
 

E.I.N.: Relacje istniejące między artystami, osobami współtworzącymi środowisko artystyczne oraz publicznością są odmienne na Zachodzie, niż w części Europy, która była poddana systemowi komunistycznemu. Co najbardziej panią zaskoczyło?

Ch.M.: Byłam zdziwiona, że system instytucjonalny jest mało rozwinięty. Zaskoczyła mnie mała ilość galerii prywatnych. Struktury służące do popierania nowej sztuki prawie nie istniały. Polska miała i tak korzystną sytuację w porównaniu do innych krajów, jak przykładowo Rumunia czy Albania. Polska była krajem o zdecydowanie mniejszej cenzurze, można było w niej spotkać niezależne inicjatywy, istniała tradycja sztuki nowoczesnej z tak ważnymi przedstawicielami, jak Katarzyna Kobro. Ponadto w latach 90. ubiegłego wieku pojawiła się młoda generacja bardzo aktywnych artystów.
Byłam zaskoczona również faktem, że artyści pomimo trudnych warunków potrafili zachować energię, wolność i byli w stanie zajmować się sztuką nie mając pieniędzy, tworzyć dzieła prawie z niczego. Teraz niemalże wszyscy proszą o dofinansowanie w celu tworzenia. W byłych krajach Europy Wschodniej spotkałam osoby, które nie martwiąc się o środki materialne, były w stanie zrobić wartościowe rzeczy. Postrzegam to jako ważną lekcję historii. Jest w tym inny wymiar etyczny w stosunku do tego, co przeżyliśmy w czasie boomu rynku sztuki w latach 2000-05.
 

E.I.N.: W którym momencie pojawił się pomysł zorganizowania wystawy Obietnice przeszłości?


Ch.M.: W momencie kiedy nawiązałam kontakt z Joanną Mytkowską w Polsce myślałam już o tej wystawie. Przybyła do Centrum Pompidou w 2005 r., wystawa została zaplanowana na rok 2009. Przesunięto ją o rok z powodu innej wystawy.
 

E.I.N.: Czy wystawa ma jakiś konkretny cel? Pragnienie pokazania czegoś, uwrażliwienie publiczności na pewien fenomen?

Ch.M.: Nie, absolutnie nic z tych rzeczy. Dla kuratora jest rzeczą interesującą pracować nad mało znanym tematem. Dowiedzieć się czegoś i następnie tę wiedzę przekazać. Najważniejszą ideą przyświecającą wystawie jest jednak przyczynienie się w skromny sposób do konstruowania historii sztuki. Sztuka byłej Europy Wschodniej jest mało we Francji znana. Istniały okresy współpracy pomiędzy Zachodem a Wschodem, mniej więcej do początku lat 70. Biennale Paryskie odgrywało ważną rolę w tej dziedzinie. Niestety, w 1985 r. odbyło się ono po raz ostatni. Bardzo to odcięło Paryż od międzynarodowego obiegu sztuki. Nawet polityka Centrum Pompidou nie jest w stanie zastąpić tego biennale. Następnie straciliśmy Pierre’a Restany’ego. Był jednym z rzadkich krytyków francuskich, którzy dużo podróżowali po świecie: na Wschód, ale również do Ameryki Łacińskiej. Trzeba również przyznać, że ideologia zachodnia była dosyć negatywnie nastawiona do krajów wschodnich. Kryły się za tym nie tylko powody polityczne. Poza nielicznymi wyjątkami istniał prawdziwy rozdział od dwudziestu lat. A przecież, kiedy podróżowałam, uświadomiłam sobie, że mamy wiele wspólnych korzeni kulturowych. Spotkałam intelektualistów i ludzi świetnie wykształconych, bliskich mojej wrażliwości. Mamy wspólne dziedzictwo kulturowe. Jest to zjawisko częściowo podawane w wątpliwość z powodu podziału na Wschód i Zachód.
 

E.I.N.: Zaproponowała pani podział wystawy na sześć partii tematycznych. W jaki sposób zostały wybrane?


Ch.M.: Tematy zaproponowane w tej wystawie pojawiały się stopniowo. Wybraliśmy artystów, którzy nas interesują, następnie dzieła i na sam koniec próbowaliśmy określić tematy. Nie staraliśmy się dopasować dzieł do tematów, tylko staraliśmy się uszanować charakter prac i w oparciu o to zaproponowaliśmy tytuły partii tematycznych.

E.I.N.: Jaką rolę odgrywają zaprezentowani tu artyści zachodni?

Ch.M.: Staraliśmy się pokazać historię sztuki w oparciu o badania Piotra Piotrowskiego. Jego wizja jest polifoniczna i ponadnarodowa. Jest bliska mojemu sposobowi postrzegania. Artyści często zajmują się problematyką przekraczającą kontekst geograficzny i historyczny. Od początku chcieliśmy pracować w oderwaniu od granic. Dlatego zdecydowaliśmy się na pokazanie artystów, którzy pracowali w byłej Europie Wschodniej. Przykładowo Tacita Dean przygotowując Ztratę pojechała do Pragi zaraz po upadku Muru w Berlinie. Yael Bartana mieszkał ostatnio w Warszawie, gdyż przygotowywał film poświęcony polskim Żydom przed II wojną światową.
 

E.I.N.: Scenografia wystawy została przygotowana przez Monikę Sosnowską. Jak pani ocenia tę koncepcję? Jako niezależne dzieło konfrontujące inne mniejsze dzieła lub raczej jako konstrukcję architektoniczną służącą do prezentacji?

Ch.M.: Praca Moniki Sosnowskiej ma obydwa te aspekty. Chcieliśmy zaproponować nową scenografię. Monika jako artystka również myśli architektonicznie. Był okres, w którym inspirowała się architekturą Oskara Hansena. Z tym, że jej dzieło ma strukturę plastyczną i zalicza się do rzeźby. Jej praca jest starannie opracowana w detalach, żaden architekt nie miałby tego podejścia. Łatwo spostrzec, że jest to obiekt niezależny od architektury Galerii Południowej i że jest owocem pracy artysty.

Ewa Izabela Nowak


  Kwiecień 2010 • Nr 4 (GA 169)

jn

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl twitter.com

Komentarze

   → Zobacz wszystkie

Najnowsze

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

inwestowanie