Pod słońcem Północy - Włodzimierz Nałęcz

11.07.2008 09:43  Sztuka
Włodzimierz Nałęcz, Łodzie rybackie, olej, płótno, 69 x 99 cm. Rempex 19.11.2003, c. wyw. 8.000
Mistrzowie mniej znani. Pod słońcem Północy - Włodzimierz Nałęcz


Ciągnęła mnie ta natura majestatyczna, potężna, groźna i przygniatająca, gdzie się oddycha jednak pełną piersią cudownym, czystym powietrzem, gdzie stara Europa środkowa, z jej ciasnotą, przeludnieniem miast, pełnych zgnilizny moralnej i fizycznej, wydaje się tak nieskończenie daleką… - wspominał malarz w relacji z podróży na Lofoty z 1914 r. Magia Północy. To jej uległ artysta, nie pokusom południowego nieba, tak pożądanego przez wielu kolegów. Ten czar wiódł go przez całe życie, nie tylko artystyczne i był źródłem późniejszej fascynacji Bałtykiem.

Włodzimierz Jan Nałęcz pochodził z rodziny ziemiańskiej osiadłej na Ukrainie. Urodził się w Kijowie w 1865 r. jako syn Józefa i Anieli z Juchnowskich. Po ukończeniu jednego z tamtejszych gimnazjów dwudziestoletni młodzieniec wkroczył na drogę sztuki. W 1885 r. rozpoczął studia malarskie w petersburskiej ASP pod kierunkiem Pawła Czistiakowa i Walerija Jakobiego. Najbardziej zasmakował w krajobrazach, a w arkana malarstwa pejzażowego wprowadzał go nie kto inny, jak mistrz nad mistrze – Iwan Ajwazowski. Uczył się też u Lwa Łagorio i, być może, Michaela Clodta von Jürgensburga. Jest oczywiste, że młody talent, kształtujący się nad Zatoką Fińską i pod okiem marynisty wszech czasów, nie mógł pójść w innym kierunku, jak tylko ku morzu. Pod koniec studiów, w latach 1891-92, uczęszczał też na kursy pedagogiczne, dzięki którym później podejmował pracę nauczyciela rysunków. W 1892 r. otrzymał stypendium ministerstwa oświaty na wyjazd za granicę. Miał zaznajamiać się z metodami nauczania rysunku w Europie Zachodniej, a rezultaty jego obserwacji były potem publikowane w rocznikach Akademii. Podróż rozpoczął od Belgii, Szwecji i Norwegii. Znaczący okazał się zwłaszcza pobyt w Norwegii, której groźne piękno i surowa powaga krajobrazu już na zawsze urzekły młodego artystę. Malował tam pod kierunkiem wybitnych pejzażystów – Hansa Dahla i Adelsteena Normanna, związanych też z akademią w Düsseldorfie, który stał się kolejnym etapem podróży. Niewątpliwie, poza Ajwazowskim, mistrzowie norwescy wywarli nań największy wpływ. Podczas pierwszego pobytu w tym kraju powstały takie prace, jak Cichy wieczór w fiordzie, Dżdżysty dzień w Norwegii (W kraju śniegów i deszczy), Lato w Norwegii. W Düsseldorfie studiował w 1893 r. w pracowni Eugène’a Dückera. Odwiedził jeszcze Anglię, po czym wrócił do Petersburga, aby w tym samym roku zakończyć studia. Za norweskie pejzaże uzyskał tytuł Kłassnyj chudożnik III stopnia i mały srebrny medal. Zaraz potem jesienią wyjechał do Paryża.

Włodzimierz Nałęcz, Mogiły haremu, olej, tektura, 31 x 25 cm. Desa sp. z o.o. 24.03.2007, c. wyw. 6.000
Początkowo uczęszczał do szkoły Edmonda Marie Petitjeana, szybko jednak światowa stolica sztuki stała się dla niego jedynie bazą wypadową do licznych podróży malarskich po wielu krajach Europy. W Szwajcarii w 1893 r. powstało ponad 60 studiów i wiele obrazów z widokami alpejskimi (Jezioro Czterech Kantonów, Widok na Mont Blanc), w kolejnym roku odwiedził Holandię (Holenderskie łodzie rybackie, U brzegów Holandii), wybrzeża Anglii (Isle of Wight) i Bretanię (Cisza morska na wybrzeżu bretońskim, Wieczór w Pont Aven). Rok później wybrał się do Szkocji. Była to podróż w świat wspomnień dzieciństwa, kiedy pochłaniając gorączkowo romantyczne przygody bohaterów Waltera Scotta marzył o ujrzeniu jezior i gór Highlandu. Oprócz studiów pejzażowych (W kraju obłoków, Loch Duich, Loch Maree) malował widoki Starego i Nowego Miasta w Edynburgu oraz, zainspirowany poezją Alfreda Tennysona, wykonał kompozycję The Shadow of a Shade. Wszystko w przeszłości. Latem 1896 r. przyjechał do Polski z zamiarem podjęcia współpracy ze Stanisławem Janowskim i grupą innych malarzy przy panoramie Tatry. W górach wykonał szereg szkiców przygotowawczych (Tatry z Doliny Białej Wody, Krajobraz tatrzański), wystawionych później na Salonie paryskim, jednak w realizacji projektu nie uczestniczył. Wiosną następnego roku wybrał się w swoją największą wyprawę. Wyruszył statkiem z Petersburga przez Sztokholm, Trondheim, do północnej Norwegii. Dotarł aż za koło podbiegunowe i na wyspy Lofoty: Tam – hen, na północ, za koło podbiegunowe postanowiłem jechać, aby wystudiować, jako malarz, wspaniałą grupę wysp Lofodenu, owe perły pejzażu Norwegii. Chciałem poznać te setki ostrych szczytów, zasypanych śniegiem, które, jak zęby fantastycznego wieloryba, wyłaniają się z ciemnej otchłani morskiej. Prace, będące owocem tej eskapady (W fiordach Lofodenu, Noc letnia za kołem arktycznym, Słońce wieczorne nad morzem), sam uważał za najlepsze z całego dotychczasowego dorobku. Przez kilka lat wystawiał je z powodzeniem na Salon des Champs Elysées, gdzie w 1898 r. za cykl grafik i obrazów na motywach skandynawskich otrzymał medal.

Włodzimierz Nałęcz, Żaglowiec na morzu, olej, tektura, 30,5 x 38 cm. Rempex 26.04.2006, c. wyw. 5.000
W 1899 r. ożenił się i przeprowadził do Żytomierza. Jego wybranką została literatka i tłumaczka, Zofia z Sułowskich, wdowa po Jenikem. Pochodziła z Warszawy, a przez rodzinę matki była spokrewniona z poetą Bohdanem Zaleskim. Pod pseudonimem literackim Marceli Strzemieńczyk pisała powieści i sztukę teatralną Hrabina Tala graną w warszawskich Rozmaitościach w 1911 r. Z czasem doczekali się trzech synów – Mieczysława, który pływał we flocie handlowej, Sławomira, historyka sztuki, który zginął w Oświęcimiu i Stefana, ekonomisty i inżyniera budownictwa. Nałęczowie mieszkali w Żytomierzu do 1906 r. Włodzimierz kierował szkołą rysunków i sztuki stosowanej, organizował wystawy, ale przede wszystkim dawał upust swoim nowym zainteresowaniom artystycznym. Dotąd pociągał go pejzaż północny, zwłaszcza zestawienie dwóch najpiękniejszych elementów przyrody - gór i morza, jednak już od 1898 r. wracał w rodzinne strony, podróżując wielokrotnie na Wołyń, Podole, Ukrainę. Pokłosiem tych wypraw były liczne pejzaże (Lato na Wołyniu, Dniepr, Znad Słuczy). Jedną z prac, Skałę Czackiego, zakupiła rada miasta Żytomierza i podarowała Henrykowi Sienkiewiczowi do Oblęgorka. W 1903 r. wyjechał w podróż artystyczną na Krym. Po raz pierwszy był tam w czasie studiów na letnim plenerze z Ajwazowskim. Już wtedy narodził się w nim pomysł, aby zilustrować Sonety krymskie Mickiewicza. Tym razem udało się zrealizować plan: Z książką naszego nieśmiertelnego wieszcza w ręku, ściśle stosując się do obranej przez niego drogi, zwiedzać zacząłem miejscowości – w cudnych sonetach opisane. Przywiózł stamtąd ok. 300-400 studiów i szkiców – widoków Krymu i Morza Czarnego (Ałuszta z rana, Morze u brzegów Odessy), na podstawie których powstał cykl obrazów, nawiązujących do 12 spośród 18 sonetów, m.in. Stepy akermańskie, Cisza morska, Bakczysaraj w nocy, Grób Potockiej, Mogiły haremu, Ajudah. Prace, zaprezentowane w 1904 r. w Salonie Sztuki Kulikowskiego w Warszawie, cieszyły się dużym powodzeniem. Ta wyprawa zainspirowała go również do stworzenia kompozycji Adam Mickiewicz i Karolina z Rzewuskich Sobańska na brzegu morza u stóp Ajudahu, szczególnej, bo rzadko postaci ludzkie gościły w jego pracach. W tym okresie artysta chętnie bywał w Tatrach i Karpatach od strony południowej, zwłaszcza lubił Zakopane. I znów sypnęło widokami górskimi (Dunajec, Szczyty Pienin, Cerkiew huculska).

Po siedmiu latach rodzina przeprowadziła się do Warszawy. Malarz podjął intensywną działalność artystyczną i pedagogiczną. Miał pracownię najpierw przy Wiejskiej, później przy Wspólnej, wreszcie przy Nowogrodzkiej. Jednocześnie uczył rysunku w gimnazjum Wojciecha Górskiego i na pensji Anny Jakubowskiej. Został członkiem Warszawskiego Towarzystwa Artystycznego. W pierwszych latach warszawskich malował sporo widoków z okolic Warszawy i z Mazowsza, zwłaszcza znad Wisły. Zorganizował nawet wystawę swoich prac pod tytułem Mazowsze.

W 1909 r. miało miejsce wydarzenie, które spowodowało zwrot w jego karierze artystycznej i zaważyło na całym dalszym życiu. Wybrał się na wycieczkę Towarzystwa Krajoznawczego w rejs parostatkiem po Wiśle do Gdańska. Popłynął „Włocławkiem” z zamiarem poznania brzegów Wisły, Kaszubów i przygotowania studiów do planowanego obrazu Bitwa pod Oliwą. Zwiedził Toruń, Malbork, Gdańsk, Hel. Tym razem nie dotarł do Kaszubów. Poznał ich życie i pracę kilka lat później, kiedy wybrał się bezpośrednio nad Bałtyk. Wybrzeże polskiego morza, dotychczas terra incognita, zafascynowało go do tego stopnia, że odtąd stale tam powracał. Początkowo zatrzymywał się w Jastarni, w pensjonacie „Pod morską mewą”, nie chcąc mieszkać na samym Helu, gdzie było wielu Niemców. Odwiedzał okoliczne wsie i poznawał życie rybaków. Całą swoją twórczość poświęcił morzu i propagował wiedzę o nim. Po pierwszej wojnie światowej wręcz zaangażował się w politykę morską. Pisał Listy z polskiego brzegu najpierw do Kuriera Warszawskiego, potem do Rzeczpospolitej. W 1919 r. jako korespondent morski Kuriera i delegat rządu do międzynarodowej komisji uczestniczył w wytyczaniu nowych zachodnich granic przy jeziorze Żarnowieckim. Był wówczas jednym z niewielu mieszkających w Warszawie Polaków rzeczywiście znających region nadmorski, ludność i tamtejsze stosunki. Rok później obserwował obejmowanie Pomorza przez oddziały gen. Hallera i w Pucku brał udział w symbolicznych zaślubinach Polski z morzem. Odzyskanie wybrzeża, które tak go oczarowało, było dlań wielką radością również dlatego, że mógł na nim wreszcie zakotwiczyć. W 1921 r. razem z przyjacielem Przemysławem Osmołowskim wykupił 80 morgów ziemi w Jastrzębiej Górze od niemieckiego hakatysty Hannena. Wczasową karierę miejscowości zapoczątkowała willa „Mewa” Osmołowskego, a Nałęcz, w części Lisiego Jaru koło latarni morskiej na Rozewiu, w okolicy wsi Tupadła, zbudował willę „Nałęczówka” i pracownię na plaży. Ściągał tam z początkiem czerwca, aby spędzać całe lato. Kiedy siedziba była gotowa, zaczął organizować, trwające do wybuchu II wojny światowej, kursy pejzażu morskiego, o którym sam pisał: ten nowy dla nas, jak dotąd, kierunek w sztuce polskiej – bo i morza samego nie mieliśmy, i nauczyć się „maryny” nie było gdzie w kraju. Czasami wynajmował jednego z wieśniaków z Tupadeł i jego wozem objeżdżał swoje „królestwo”. Jednocześnie był niestrudzonym popularyzatorem spraw morskich, współzałożycielem i członkiem zarządu Ligi Żeglugi Polskiej (od 1919 r.), pierwszej polskiej organizacji społecznej poświęconej sprawom morza, która przekształciła się w Ligę Morską i Rzeczną. Jej organem było, początkowo wychodzące nieregularnie pismo Bandera Polska, a następnie Morze. Nałęcz czuwał nad kształtem artystycznym obu czasopism, ilustrował je swoimi rysunkami, reprodukcjami obrazów, winietami. Zorganizował również w 1922 r. Koło Marynistów Polskich, któremu przewodniczył przez wiele lat.

Odkąd po raz pierwszy dotarł nad Bałtyk, jego twórczość zdominowało wszystko, co z nim związane. Malował widoki morza, statki handlowe i wojenne, łodzie rybackie, pejzaże nadmorskie, sceny z życia Kaszubów. Bardzo interesowały Nałęcza dzieje oręża polskiego na morzu. Zobrazował je w cyklu 12 płócien historycznych, m.in. Wacław Dunin-Wąsowicz strzeże brzegów Helu, Jan Bąk-Lanckoroński, ostatni komendant w Pucku, zdobywa fortelem wojennym okręt szwedzki „Cristina”, Zwycięstwo hetmana Karola Chodkiewicza na morzu nad Szwedami pod Szakiem w r. 1609. Jeszcze przed wojną cykl trafił do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Czołowe dzieło, Bitwa pod Oliwą (Zwycięski atak floty polskiej na szwedzką dnia 26 listopada 1627 pod Oliwą), zakupione zostało do zbiorów państwowych i zawisło w Zamku Królewskim w Sali Ambasadorów, ówczesnej siedzibie prezydenta RP. Obraz przetrwał wojnę, dziś w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. Zupełnie jednostkowymi przypadkami w jego twórczości były obraz religijny Chrystus błogosławiący morze i Autoportret na palecie (1903).

Swoje prace wykonywał głównie w technice olejnej i akwarelowej, czasami temperą i pastelami. Niekiedy robił akwaforty, np. teka graficzna Morze i flota polska, wystawiona w Salonie Kulikowskiego w Warszawie w 1938 r. Poza tym wiele rysował, przygotowując szkice i studia do obrazów albo robiąc swobodne notatki artystyczne.

Sam artysta przetrwał zawieruchę wojenną, ale bardzo bolał nad zniszczeniem obu pracowni – w Warszawie i w Lisim Jarze, stąd niewiele zachowanych prac. Przeżywał mocno fakt, że podeszły wiek nie pozwolił mu na przyjęcie stanowiska rektora powstającej w Sopocie Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, które proponował mu w 1945 r. minister kultury i sztuki. Zmarł w Jeruzalu koło Skierniewic we wrześniu 1946 r. i tam został pochowany.

Należy pamiętać, że poza twórczością malarską i artykułami popularyzującymi problematykę morską Włodzimierz Nałęcz był autorem kilku książek. Pierwsza i chyba najciekawsza z nich, pt. Moje wędrówki artystyczne (1914), jest relacją z pięciu podróży – na Krym, na Lofoty w Norwegii, do Szkocji, Wisłą do Gdańska i do Jastarni. W kolejnej, Od Tyńca do Jastarni (1920), zrelacjonował wyprawę od źródeł Wisły do Bałtyku. Następnie ukazały się Na bursztynowym szlaku (1926) i Album morski (1930). Interesujące, pisane z dużą swobodą pióra, zawierają mnóstwo reprodukcji obrazów i szkiców artysty, zapewne w większości już nieistniejących.

Nałęcz był malarzem niezwykle płodnym, zawsze cieszącym się powodzeniem i wysoko ocenianym przez krytykę. Miał, właściwe dla malarzy rosyjskich, ogromne poczucie natury, do tego talent, poparty gruntownym wykształceniem i biegłość techniczną. Zawsze dbał o różnorodność efektów malarskich. Cechowała go wielka wrażliwość artystyczna. Każda zmiana środowiska niosła ze sobą zmianę palety i pracy pędzla, tak, że pejzaże norweskie w niczym nie są podobne do ukraińskich. Obyśmy mieli jak najwięcej takich realistów.

Anna Dajnowska
Sztuka.pl

  • RSS
Dodaj artykuł do: Facebook Wykop.pl twitter.com

Komentarze

  

Dodaj komentarz (10-500 znaków)

inwestowanie