Wszyscy wiedzieli, nikt się nie spodziewał – tak można opisać reakcję rynków na ogłoszenie kolejnych taryf celnych przez prezydenta USA. Inwestorzy na całym świecie w popłochu sprzedawali akcje, surowce, a nawet dolara. A kupowali… Cóż. To co zwykle w podobnych okazjach, czyli obligacje.
Notowania serii DS1033 wzrosły w trzy dni o 3,2 proc., co może nie wydawać się istotną zmianą na tle rynków akcji czy surowców, ale – dla lepszego porównania – w rok fundusze obligacji skarbowych zarobiły 4,4 proc. (na koniec marca). Skok notowań obligacji można więc porównać do sytuacji, w której giełdowe indeksy wzrosłyby o kilkanaście procent w pół tygodnia. Z tym, że giełdowe indeksy obrały kierunek wprost przeciwny w ostatnich dniach.
Zachowanie rynków było oczywiście reakcją na nową rundę wojny celnej, której ton nadaje administracja USA. Co przy tym dla rynków nietypowe – reakcja nastąpiła dzień po ogłoszeniu ceł, choć prezydent USA zapowiadał swoje zamiary ze znacznym wyprzedzeniem. Jednoczesna wyprzedaż akcji i rajd na rynku obligacji zdradza emocjonalne podejście inwestorów do nowej sytuacji, ale trudno się dziwić. Skutki najnowszej i najbrutalniejszej odsłony wojny handlowej mogą być dalekosiężne, z długotrwałą recesją włącznie. Minie trochę czasu zanim dekrety wpłyną na realną gospodarkę, ale trudno znaleźć choć jeden głos ekonomisty czy analityka, który uważałby, że będzie to wpływ pozytywny. Jeśli ktoś liczy na szczęśliwe zakończenie, to związane jest ono z wywarciem odpowiednio silnej presji na prezydenta USA, który mógłby jeszcze wycofać się rakiem ze swoich decyzji. To jednak optymistyczne założenie.
U nas dodatkową niespodzianką była także konferencja Adama Glapińskiego, prezesa NBP, na której zdradził, że większość członków RPP jest teraz skłonna opowiedzieć się za obniżkami stóp procentowych. To dodatkowo napędziło popyt na obligacje skarbowe (a przy okazji zepchnęło notowania akcji banków), które już wcześniej drożały zgodnie z nastrojami na światowych rynkach. Jest więc jedna grupa inwestorów, która przynajmniej chwilowo ma powody do zadowolenia – to wszyscy, którzy wykorzystali ostatnie miesiące do napełnienia portfeli obligacjami skarbowymi i cierpliwie czekali na zmianę nastawienia inwestorów na globalnym rynku. W dłuższym horyzoncie rozwój wydarzeń zależy od tego, po której stronie Atlantyku inwestorzy ulokowali środki. Wojny handlowe mogą mieć bowiem różne skutki dla różnych stron. To Europa zostanie ze swoimi towarami, więc należy liczyć się ze spadkiem inflacji, spowolnieniem gospodarczym, spadkiem zatrudnienia wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami. W USA przeciwnie – konsumenci mogą spodziewać się wzrostu cen, ale to wszystko dość ogólne wskazówki.
Co z obligacjami korporacyjnymi? Trwa świetna passa Catalyst – od 2,5 roku nie przytrafił się żaden default. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami z początku roku – wyraźnie wzrosła wartość pojedynczej emisji, co potwierdzają dane za I kwartał. Ale to już historia. Reakcja inwestorów na Catalyst na cła była ledwie widoczna, co jest typowe dla tego rynku, który nie przejmuje się wydarzeniami najcięższego nawet kalibru. Niemniej, pewną przewagę podaży dało się zauważyć. Wszak jedną z konsekwencji wojen handlowych jest wzrost ryzyka kredytowego, w tym także emitentów obligacji. Choć w pierwszej kolejności zapewne deweloperzy poczują dreszcz ekscytacji na myśl o spadku oprocentowania kredytów hipotecznych, to jednak w dłuższym horyzoncie liczy się kondycja rynku pracy.
Źródło: Obligacje / Emil Szweda