Pierwsza debata na tegorocznym Dniu Inwestora Indywidualnego organizowanym podczas Invest Cuffs 2024 za nami. Spotkanie dotyczyło zagadnień związanych z aktualną sytuacją w branży gamingowej. Zaproszeni goście zastanawiali się nad tematem bessy w gamedevie. Czy gaming będzie miał jeszcze swoje 5 minut?
„Bessa w branży gamingowej: przyczyny, skutki i perspektywy” to temat pierwszej debaty eksperckiej, która zainaugurowała Dzień Inwestora Indywidualnego odbywający się podczas konferencji Invest Cuffs 2024. Wydarzenie zgromadziło łącznie ponad 20 spółek, których przedstawiciele brali udział w 7 debatach.
Panel otwierający wydarzenie dotyczył czynników wpływających na spadki w branży gamingowej, a także wyzwań stojących przed firmami produkującymi gry w kontekście trudniejszego czasu giełdowego. O szczegółach rozmawiali Piotr Gamracy z Vivid Games, Paweł Sugalski – specjalista związany z inwestowaniem w spółki gamingowe, a także Piotr Babieno z Bloober Team oraz Marcin Jaśkiewicz z Simteract. Prowadzącym spotkanie był Kamil Klinowski.
Gaming – co poszło nie tak i gdzie brakuje kompetencji?
– Kogo byśmy nie wymienili, to każdy ma jakieś fuckupy – tak podsumował ostatni czas bessy sektorowej Paweł Sugalski. Jedyną spółką, która w ostatnim roku osiągnęła wyniki wyższe od oczekiwań, jest CD Projekt. Obecna sytuacja wynika m.in. ze zmian w branży, w której coraz trudniej jest się przebić, ale także cykliczności samego biznesu.
– Po etapie covidowym miała miejsce gorączka złota w branży gamedevowej i napływ taniego kapitału. Każdy trochę spekulacyjnie próbował szybko zarobić, co prowadziło do abstrakcyjnych inwestycji w podmioty, które niekoniecznie miały kompetencje do produkcji gier. Rynek się bardzo nasycił wysypem gier, więc ciężko było się przebijać – mówił Piotr Gamracy z Vivid Games.
Choć gorączka złota w gamingu minęła, to jest nadzieja, że niebawem zawita tu wiosna. W czasie pandemii spółki były wyceniane ponad miarę. Dziś rynek nasycił się, na polskiej giełdzie jest za dużo spółek gamingowych, więc możemy też mówić o czasie na oczyszczenie i swoiste uzdrowienie.
– Umiemy robić gry, ale musimy nauczyć się je sprzedawać – podsumował kwestię kompetencji polskich spółek Marcin Jaśkiewicz z Simteract. Główne bolączki rynku to m.in. marketing, analityka, brak strategii długoterminowych oraz transferu wiedzy.
Zwiększanie szans produktu
– Przez ostatnie dwa lata nie było na polskim rynku oceniania budżetu względem potencjału sprzedaży – zauważa Piotr Gamracy z Vivid Games. Według niego to jedna z głównych przyczyn „upadku” rodzimego gamedevu. Co można zatem robić, aby zwiększać potencjał produkowanych gier?
Przede wszystkim warto pamiętać, że gra to produkt taki sam, jak każdy inny. Potrzebuje więc badań rynku, sprawdzenia, czy jest „marketable”, czyli chodliwa, a także wnikliwej oceny budżetu. Dobrze jest też nie koncentrować się na jednym projekcie, mieć plan „B”, a także tworzyć gry, w których dana spółka się specjalizuje, mieć unikalne wyróżniki oraz długofalową strategię.
– Jesteśmy w cyklu oczyszczenia. Była górka, teraz jest dołek. Ta górka znowu przyjdzie, więc myślę, że z takich pozytywnych akcentów to jest moment, żeby kupować – mówił Marcin Jaśkiewicz z Simteract.
Mały producent gier – z kim powinien rozmawiać?
Każda gra to osobna historia, więc powinien tu być zawsze określony inny odbiorca, a co za tym idzie także inny model wydawniczy. Obecnie subskrypcja Game Pass może kanibalizować sprzedaż, ponadto pod względem geograficznym Europa jest mało aktywna, Chiny nie inwestują ze względów politycznych, Stany Zjednoczone mają politykę cięcia. Kto może inwestować w nowe projekty?
– Są dwa regiony, które ja identyfikuję, które mają pieniądze, są bardzo stabilne i są świetnymi partnerami. To Korea i Japonia – podpowiada Piotr Babieno z Bloober Team. Niestety dotarcie do tych partnerów i budowanie zaufania trwa latami.
Jakie są inne propozycje dla małych producentów gier? To na pewno kierunek azjatycki, petrodolary, być może środki z Rosji, wschodzący w Polsce kapitał indyjski, ale także Meta, Apple czy Netflix, czyli duzi gracze, którzy stale poszukują contentu.
– Wydawcy w Twoim segmencie, wydawcy, którzy się znają dokładnie na tym, na czym Ty się znasz – moim zdaniem to jest miejsce, w którym powinno szukać się partnerów – dodaje jeszcze Marcin Jaśkiewicz z Simteract.
Ostatni czas, tuż po swoistej gorączce złota w okresie okołopandemicznym, był momentem trudnym dla gamingu. Branża wypatruje jednak pierwszych oznak wiosennego przebudzenia. Choć spółki mają jeszcze dużo do przepracowania, ciężko zaprzeczać, że mamy w Polsce jednych z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie. Być może właśnie teraz jest więc dobry moment na to, aby bliżej poznać ten obszar inwestycyjny.